Chałka do dzielenia

Mówię o sobie, że jestem stworzeniem stadnym. Lubię otaczać się ludźmi – tak po prostu. Lubię też, gdy ludzie siedzą przy naszym stole w kuchni, a ja parzę im kawę i gotuję dla nich makaron albo cokolwiek innego. Cenię sobie codzienne chwile, które mogę z kimś współdzielić – wtedy są dla mnie wyjątkowe. To taka pingwinia cecha, wiecie? Bo pingwiny – te wielkie, czarno-białe ptaki – zawsze trzymają się razem. Wynika to trochę z tego, że na Antarktydzie, na której żyją, jest niesamowicie zimno. Tamtejsze temperatury mogą osiągać nawet minus 40°C przy wietrze do 144 km na godzinę, co tylko potęguje chłód. Pingwiny znalazły na to sposób – trzymają się w grupie i stają jak najbliżej siebie. W ten sposób tworzą zwykle ściśniętą gromadę (takie pingwinie paczki często można zauważyć na zdjęciach). Jeśli chwilę o tym pomyślicie, dojdziecie do wniosku, że przecież hola, wszystko pięknie, ale te ptaki, które stoją w środku, mają ciepło, a te, które stoją w ostatnim rzędzie, to chyba raczej się nie ogrzeją. I będziecie mieli rację! Ale pingwiny są na tyle mądre, że i o tym pomyślały. Wyobraźcie sobie, że w takiej grupie co chwilę wymieniają się miejscami, aby żaden osobnik nie zmarzł. Dzięki temu każdy ptak ma szansę się ogrzać, a tym samym przeżyć w trudnych warunkach. Samotny pingwin nie przetrwałby zimy na Antarktydzie – a ja samotnie nie umiałabym cieszyć się życiem. Bo kogo miałabym wtedy karmić…? No kogo? 

Jednym z klasycznych wypieków, który sprzyja dzieleniu się z innymi, jest chałka. To wdzięczne, drożdżowe ciasto, które można jeść na słodko (np. z masłem i dżemem) oraz słono (z jajkiem, łososiem i szpinakiem albo z boczkiem i awokado). Co najlepsze, zrobienie dwóch pięknych bochenków zajmuje dosłownie chwilkę – zwłaszcza, jeśli zabierzecie się za pieczenie w wolny dzień.

Zaczynamy od wsypania do miski mąki pszennej chlebowej (typ 680 albo 750), 12 g suchych drożdży, trzech łyżek drobnego cukru i solidnej szczypty soli. W osobnej misce mieszamy dwa jajka, jedno żółtko i mleko (200 ml). Składniki płynne dodajemy do sypkich i mieszamy całość. Następnie w ciasto wgniatamy 30 g masła. Po chwili, gdy ciasto przyjmie tłuszcz, dodajemy kolejne 30 g masła i kolejne (łącznie wmasowujemy w ciasto 90 g miękkiego masła). Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podrośnięcia. Po ok. godzinie ciasto przekładamy na omączony blat, dzielimy na 6 równych części i z każdej z nich robimy wałeczki o dł. ok. 22 cm. Bierzemy trzy pierwsze ruloniki i zaplatamy z nich warkocz. Końce podwijamy pod chałkę (zadziała intuicja – wiem, że będziecie wiedzieli, jak to zrobić). Czynność powtarzamy z drugim bochenkiem. Chałki przykrywamy i powtórnie pozwalamy im wyrosnąć. Czterdzieści minut później nagrzewamy piec (190°C, termoobieg), a buły smarujemy rozbełtanym białkiem. Można je posypać makiem, sezamem albo kruszonką (to opcja dla łasuchów). Maślane bochenki pieczemy ok. 20 minut w piecu (jeśli po ok. 17 minutach zbrązowieją, temperaturę można zmniejszyć do 150°C). Chałki następnie studzimy, a potem je zajadamy. A jeśli zostaną, to robimy z nich – oczywiście – tosty francuskie.

Polecam – życie w stadzie, chałki i tosty francuskie. Wszystko!

___

składniki na dwie chałki: 500 g mąki chlebowej (typ 680 albo 750), 200 mleka, 12 g suchych drożdży, 2 jajka, żółtko (białko do posmarowania chałek przed pieczeniem), solidna szczypta soli, 3 łyżki drobnego cukru, 90 g masła i coś do posypania bochenków – mak, sezam, domowa kruszonka

 

(Visited 140 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]