Pierogi ruskie, ale nie tylko

O tym, że czas leci za szybko, kiedy jest miło, wiedzą chyba wszyscy. Nikogo nie zdziwi, że napiszę o weekendzie, który minął lotem błyskawicy – niedawno był piątek i czytałam dobrą książkę, sącząc kieliszek białego musującego wina, a tu już nastał poniedziałek, a ja układam w głowie listę rzeczy do zrobienia. Gdyby nie kawa, pogubiłabym się w tym jak dziecko we mgle.

Ciągle słyszy się w rodzinie i na ulicy: „Ale ten czas szybko leci!”, „O, zobacz, jak to szybko minęło!”, „Ale te dzieci rosną!”, „Jeny, to twój synek już idzie do podstawówki?”. Głębokie westchnienia i komentarze na temat szybko upływającego czasu towarzyszą wszystkim rodzinnym spędom i przyjacielskim spotkaniom. Odwołujemy się zazwyczaj do znamiennych wspomnień: „A pamiętacie, jak zamówiłam dwie pizze, a przyszło sześć?”, „A pamiętasz, jak po drodze do X utknęłyśmy po kolana w błocie?”, „A pamiętasz, jak w moje urodziny poszliśmy do tej włoskiej restauracji i jedliśmy cannolo z pistacjami?”. Wszyscy wiedzą wtedy, o co chodzi, śmieją się i komentują, a grupę cementuje poczucie więzi – nic tak nie łączy, jak posiadanie wspólnych wspomnień.

I w sumie o tym miał być ten wpis. Nie o bezwględnie upływających minutach, ale o wspomnieniach właśnie. O wspomnieniach, które rzadko zapisujemy na papierze, ale nosimy je w głowie – a może w sercu. Sądzę, że w jednym i drugim. Wspomnienia w znacznym stopniu nas kształtują i mówią o tym, jacy jesteśmy i jakimi ludźmi się otaczamy. Dowodzą, że mamy dobre życie, albo że coś poszło nie po naszej myśli. Wywołują uśmiech na twarzy, wyciskają z oczu łzy albo powodują nostalgiczny nastrój. Osobiście kocham wspominać – prowokują mnie do tego zdjęcia, słowa i wszystko, co nas otacza. Zaczynam myśleć o czymś błahym, a za chwilę przeskakuję do konkretnych zdarzeń. Chyba każdy tak ma, prawda?

Gdybym siliła się na puentę, napisałabym, że powinniśmy doceniać każdą chwilkę, bo nie wiemy, ile nam zostało czasu. Albo stwierdziłabym, że warto gromadzić wspomnienia i przechowywać je nie tylko w sobie, ale też w jakiś materialny sposób – czyli, krótko mówiąc, spisać je co do jednego. I wszystko racja – to byłyby naprawdę dobre puenty. Ale czuję, że komentarz jest dzisiaj zbędny. Mam za to prośbę: powspominajcie sobie teraz, kiedy byliście szczęśliwi.

O, i nasunęła mi się jeszcze jedna myśl. Serial Przyjaciele liczy sobie dziesięć sezonów, a poszczególne odcinki – dla łatwej identyfikacji – zostały nazwane według stałego klucza. Scenarzyści długo szukali idealnego sposobu wymyślania tytułów. Jak to zrobić, żeby wszystko było jasne i czytelne? Cóż, wpadli na genialną myśl! Uświadomili sobie, że kiedy w rozmowie ze znajomymi opisujemy coś, mówimy zwykle: „Wiesz, oglądałem ten odcinek, w którym zdarzyło się to i to, ten zszedł się z tą, a ta pokłóciła z tamtą”I tak powstał klucz, który pozwala od razu skojarzyć odpowiednie sceny. Odcinki nazywają się np. Ten z sernikiem, Ten, w którym małpa uciekaTen z kurczakiem i kaczką. Wszystko jasne! To trochę jak ze wspomnieniami, prawda?

***

Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że na blogu nie było jeszcze przepisu na pierogi!  Gwiazdą dzisiejszego przyjęcia będą więc klasyczne ruskie, choć proporcje na ciasto są oczywiście uniwersalne. Nadzienia można dowolnie wymieniać – na kapustę z grzybami, soczewicę z marchewką, a także słodki twarożek czy owoce.

Nadzienie ruskie najlepiej przygotować wcześniej, żeby było zimne – takie lepiej się nakłada i lepi. Na dużą porcję ciasta potrzebne będzie pół kilograma obranych surowych ziemniaków, pół kilograma tłustego mielonego sera, przysmażone na oleju dwie poszatkowane cebule, sól i pieprz do smaku. Ziemniaki gotujemy i tłuczemy jak do puree, studzimy, a potem łączymy z zimnym serem, ostudzonymi cebulami i przyprawami.

Przepis na ciasto dostałam kilka miesięcy temu od Marzeny, za co jej serdecznie dziękuję 🙂  Na dużą partię pierogów potrzebne są trzy szklanki mąki pszennej, szklanka ciepłej wody (niemal wrzącej – to bardzo ważne), łyżeczka oleju lub masła, łyżeczka soli i żółtko. Jeśli używamy masła, rozpuszczamy je w gorącej, niemal wrzącej wodzie. Całość zagniatamy, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne – a następnie dzielimy je na cztery części i przykrywamy ściereczką, żeby nie obeschło.

Ciasto wałkujemy, wycinamy szklanką kółka, nakładamy po łyżeczce farszu i zalepiamy brzegi. Nie mam żadnej specjalnej techniki: po prostu łączę dwa końce ciasta, dociskając palcami.

Gotujemy partiami w gorącej wodzie, ok. dwie minuty od wypłynięcia.

Podajemy prosto z wody albo podsmażone, no i z ulubionymi dodatkami: na przykład z kwaśną śmietaną, cebulką i pietruszką.

____

lista składników na ciasto uniwersalne: 3 szklanki mąki pszennej, szklanka gorącej, niemal wrzącej wody, łyżeczka oleju lub masła, żółtko i łyżeczka soli

nadzienie ruskie: 500 g obranych surowych ziemniaków (najlepiej mączystych), 500 g tłustego mielonego sera, 2 cebule, olej do smażenia, sól i pieprz do smaku

 

 

(Visited 58 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]