Najprostszy i najlżejszy makowiec

Uświadomiłam sobie wczoraj z niekłamanym przerażeniem, że to TRZECIA NIEDZIELA ADWENTU. Trzecia! Dlaczego, pytam, ten czas tak szybko leci? Nie tak dawno temu szatkowałam jajka do sałatki wielkanocnej, a to już pora na mielenie maku…

Nie mam pomysłu na wstęp. Jakiś nostalgiczny nastrój mnie ogarnia: to u mnie przedświąteczna norma. Może zamiast tego powiem wam, że mamy w tym roku ekologiczne drzewko świąteczne, które przetrwało na naszym balkonie cały rok. Podlewałam je systematycznie i zraszałam zielone igiełki, dzięki czemu obyło się bez kupowania nowego świerku. Zawiesimy na nim kolorowe bombki, w tym trzy w kształcie babeczek, cukrowe laski i flokowane jabłuszka. Nawet choinka w moim domu musi być do zjedzenia 🙂

Serię świątecznych przepisów zacznę w tym roku od japońskiego makowca – nigdzie nie można znaleźć informacji, skąd wzięła się ta oryginalna nazwa. Pewne jest natomiast to, że ciasto nie ma nic wspólnego z Japonią (!). Bardzo je lubię: jest wilgotne i miękkie (za sprawą tartych jabłek i gruszek), a poza tym błyskawiczne w przygotowaniu i lekkie. Drodzy, kawałek makowego ciasta z tego przepisu ma tylko dwieście kalorii, zaś tradycyjnego makowca – dużo więcej (porcja maślanego makowca na kruchym spodzie może mieć  nawet pięćset kalorii!). Krótko mówiąc – same zalety, żadnych wad, dlatego zachęcam do pieczenia 🙂 Z recepturą poradzą sobie nawet osoby, które do tej pory nie piekły i kupowały ciasta w cukierni. Kochani, koniecznie wypróbujcie mój przepis – na pewno sobie poradzicie, a smak wynagrodzi wam ewentualny wysiłek. No i zostaniecie bohaterem w swoim domu 🙂

Przygotowanie tego ciasta zawsze zaczynam od odmierzenia składników. Odważam 120 g zmielonego maku (kupuję gotowy, suchy mielony mak – jest dostępny w większości sklepów i marketów), a do misy robota z ostrym nożem (używam końcówki do siekania) wkładam 80 g miękkiego masła, wsypuję 100 g drobnego cukru, wlewam dwie łyżki olejku migdałowego i wbijam 4 żółtka (białka ubijam w wąskim naczyniu na sztywną pianę). W osobnej miseczce odmierzam 50 g kaszy manny, dosypuję łyżkę mąki ziemniaczanej i łyżeczkę proszku oraz 15 g cukru z prawdziwą wanilią. Dodaję też szczyptę soli – sól podkręca słodki smak i nadaje wypiekom fajnego charakteru. Na tarce o grubych oczkach ścieram obrane owoce: gruszkę i jabłko (bez gniazd nasiennych). Piekarnik nagrzewam do 180 stopni (termoobieg), a blaszkę o wymiarach 21 × 11 wykładam papierem do pieczenia (moja foremka ma niestandardowe wymiary – dobrze sprawdzi się też mała kwadratowa forma albo keksówka – może być nawet większa, wtedy ciasto będzie niższe).

Zaczynam od ubicia masła z cukrem, olejkiem i żółtkami na gładki puch. Następnie masę przekładam do dużej miski, dodaję do niej zmielony mak, starte owoce i suche składniki. Na koniec do masy trafiają ubite białka – całość mieszam delikatnie, by nie stracić puszystości. Ciasto przekładam do formy, wierzch posypuję płatkami i wkładam foremkę do piekarnika – makowiec powinien się piec jakieś 40 minut (stopień upieczenia można sprawdzić patyczkiem do szaszłyków – jeśli po włożeniu do ciasta jest gładki oraz suchy, można wyłączyć piekarnik i wyjąć blaszkę). Ja lubię wersję bez dodatków, ale jeśli lubicie, możecie ciasto popudrować albo potraktować polewą czekoladową.

Makowiec jest smaczny nawet kilka dni po pieczeniu – w przeciwieństwie do drożdżowej rolady makowej, która na drugi dzień jest już sucha i mało apetyczna. Tymczasem życzę wam miłego pieczenia! Za kilka dni wrócę z przepisem na wytrawne paszteciki – czuwajcie!

____

lista składników: 120 g zmielonego maku, 100 g drobnego cukru do wypieków, 4 małe jajka (żółtka i białka osobno), 50 g kaszy manny, łyżka mąki ziemniaczanej, szczypta soli, 15 g cukru z wanilią, szczypta soli, mała gruszka, małe jabłko, 2 łyżki aromatu (olejku) migdałowego, garść płatków migdałowych

(Visited 95 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]