Sernik raffaello

Sezon na wygrzewanie się pod kocem i sączenie rozgrzewających herbatek trwa w najlepsze. Na dworze jest na ogół zimno i szaro (NIENAWIDZĘ zaczynania pracy po ciemku i kończenia jej w tychże okolicznościach), rower kurzy się na korytarzu, a w mojej kuchni królują warzywa korzeniowe, dynia oraz aromatyczne buliony. Zanim opuszczę przytulny dom, zakładam kilka warstw zabezpieczających – dopiero owinięta szalikiem wielkości pledu, z kapturem nasuniętym na czoło i w rękawiczkach jestem gotowa, by zmierzyć się z coraz niższą temperaturą. Wiem, że nie jestem w tym sama.

Nie lubię listopada. Jako rzekł Julian Tuwim, listopad to wrzód na dwunastnicy roku. Nie mam nic do dodania, zgadzam się w stu procentach. Nie znoszę tego szarego, okropnego czasu. Apeluję o zrewidowanie liczby miesięcy w ciągu roku (jedenaście w zupełności wystarczy) i poważne zmiany co do zegara. Nie chcę żyć w ciemności! Czy jest na sali ktoś, kogo interesują moje postulaty? Proszę się ze mną skontaktować. Pilnie.

Nie myślcie jednak, że nie znam sposobów, by radzić sobie z listopadem. Otóż mam kilka sprawdzonych metod, a jeden z nich to sernik raffaello. Kremowy, lekki, z nutą kokosa i białej czekolady, wykończony białymi kulkami, które uzależniają (legenda głosi, że da się zjeść tylko jedną czekoladkę i nie siegnąć po następną). Absolutnie warto popełnić ten twarogowy wypiek, by następnie schronić się pod kołdrą i oddać przyjemnościom polegającym na konsumpcji i lekturze tudzież oglądaniu serialu.

Przepis jest przetestowany i najlepszy. To właśnie ten sernik piekę najcześciej. Latem rezygnuję z wiórków, a czekoladki na górze zastępuję owocami – malinami, jagodami, agrestem i porzeczkami. Aby osiągnąć idealną kremowość, nie rezygnujcie z pieczenia w kąpieli wodnej – to proste i niebywale skuteczne. Wszystko wam opowiem.

Malutką tortownicę (średnica: 18 cm) owijam folią – ale uwaga, od zewnętrznej strony. Płat folii kładę na stole, na nim układam formę i zawijam folię do brzegów. Dno i boki smaruję masłem. Kruszę w malakserze 80 g maślanych ciasteczek (wybierzcie takie z dobrym składem). Pokruszoną masę ciasteczkową mieszam z łyżką wiórków kokosowych i 15 g roztopionego masła. Ciastem wylepiam dno formy.

W misce umieszczam 600 g serka naturalnego Arla Apetina (5 opakowań po 125 g), 40 g miękkiego masła, 1/3 szklanki cukru, łyżkę cukru z wanilią burbońską, łyżkę mąki ziemniaczanej oraz 2 żółtka. Mieszam trzepaczką. Ubijam na sztywno 2 białka, dodaję szczyptę soli. W kąpieli wodnej rozpuszczam tabliczkę białej czekolady. Przy tym punkcie musicie uzbroić się w cierpliwość – biała czekolada jest trudniejsza w obróbce niż mleczna czy gorzka. Zanim się rozpuści, minie trochę czasu. Najlepiej nieustannie ją mieszać, by osiągnąć kremową konsystencję.

Do masy serowej dodają rozpuszczoną i przestudzoną białą czekoladę. Mieszam. Na koniec delikatnie łączę tę masę z białkami i przekładam na spód sernika. Tortownicę umieszczam w kwadratowe formie, którą przekładam do piekarnika. Do blaszki, w której znajduje się tortownica owinięta w folię, nalewam wrzątek – tak, by woda sięgała 3/4 wysokości ciasta.

Sernik piekę 25 minut w 160 stopniach (góra – dół) i 60 minut w 130 stopniach (góra – dół). Upieczony sernik wyjmuję z kąpieli wodnej, odwijam z folii i zostawiam na dwie godziny na blacie. Wkładam go na noc do lodówki (NIE WOLNO go rozkrawać, bo się rozpadnie – to forma kary za brak cierpliwości). Następnego dnia górę sernika dekoruję białą czekoladą (40 g czekolady rozpuszczam w kąpieli wodnej z dwoma łyżkami kremówki, czyli śmietanki 30%), wiórkami kokosowymi i czekoladkami raffaello.

A potem kroję kolejne kawałki, rozkoszuję się smakiem i zapominam, że mamy LISTOPAD. Tfu!

____

lista składników na spód: 80 g maślanych ciasteczek, łyżka wiórków kokosowych, 15 g roztopionego masła

lista składników na środek: 5 opakowań serka naturalnego Arla Apetina (600 g),40 g miękkiego masła, 1/3 szklanki cukru, łyżka cukru z wanilią burbońską, łyżka mąki ziemniaczanej, 2 jaja, 100 g białej czekolady

lista składników na dekorację: 40 białej czekolady, 2 łyżki śmietanki 30%, trochę wiórków kokosowych, cukierki raffaello

(Visited 128 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]