Najlepsze bułeczki cynamonowe

Jeśli czytacie mnie od jakiegoś czasu, z pewnością zdążyliście się zorientować, że kocham desery. Kiedy M. zabiera mnie na coś pysznego, najpierw sprawdzam menu pod kątem słodkości (hihi), a jeśli wybieram się na spacer i jest ciepło, MUSZĘ zagaić o ulubioną lodziarnię. Cóż, ten typ tak ma.

W związku z tym nie zdziwią was cztery rzeczy: primo – że dzisiejszy wpis jest oblepiony w brązowym cukrze, maśle i cynamonie; secondo – że lepiłam dzisiaj rogaliki z powidłami; terzo – że wczoraj zjadłam pierwszego w tym sezonie rogala marcińskiego (ciepłego!); quarto – że jeden z moich ulubionych odcinków „Przyjaciół” to ten, w którym Rachel zrobiła swój pamiętny deser na święto dziękczynienia. Jeśli go nie widzieliście – polecam.

Oglądając go po raz pierwszy, uśmiechałam się pod nosem. Skupiona na zadaniu Rachel przypominała mi siebie, zwłaszcza, kiedy na początku mojej kulinarnej przygody skrupulatnie odmierzałam składniki i trzymałam się przepisów. Moja biblioteczka kulinarna rozrastała się wtedy w zastraszającym tempie (później zrozumiałam, że gotowanie polega na czymś innym, odkryłam sezonowość i zaczęłam romansować z zero waste, czyli maksymalnym szacunkiem wobec produktów). Dlaczego wróciłam wspomnieniami do „korzeni”? Ano dlatego, że Rachel przytrafiło się to, co może się zdarzyć każdemu kucharzowi amatorowi. Ufając recepturze, dzielnie wypełniła misę biszkoptami, dżemem truskawkowym i kremem, a także… maślanym puree ziemniaczanym i wołowiną. Była pewna, że tak MUSI być, bo TAK jest w PRZEPISIE. Okazało się, że w książce skleiły się strony i doszło do przedziwnej kompilacji klasycznego przepisu na trifle z przepisem na chłopską zapiekankę, ale niedoświadczona Rachel zupełnie się nie zorientowała. „To smakuje jak stopa!” – orzekł Ross, który musiał zjeść deser na własne życzenie (uknuł wielce ciekawą intrygę, ale o sednie tejże musicie przekonać się, oglądając serial).

Reasumując: absolutnie rozumiem Rachel! Deser z mięsem może być metaforą wszystkich pierwszych prób kulinarnych. Wtedy zawsze musi się coś wydarzyć: waga płata figle, język receptur jest zupełnie niezrozumiały, a efekty znacznie odbiegają od zdjęć w książkach. Dopiero po kilku nieudanych biszkoptach, ciastach z zakalcem, zważonych sosach i twardych jak podeszwa stekach zaczyna się rozumieć, O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI. Później idzie już z górki, serio. Sama przez to przechodziłam i wciąż przechodzę – ale jeśli mam być szczera, jestem z tego dumna. Mój wrodzony upór sprawia, że nie odpuszczam, dopóki czegoś nie zrozumiem. Wyjęłam z pieca kilkanaście partii nieudanych makaroników, ale to tylko mobilizowało mnie do kolejnych prób. Nie liczyła się cena pistacji, migdałów ani liczba naczyń do zmycia. Mieszałam, mieliłam i męczyłam bezę włoską tak długo, aż osiągnęłam idealną falbankę. Uff! Tak samo było z wołowiną, ale o tym innym razem.

Zanim zupełnie się znudzicie, przejdę do sedna, czyli cynamonowych bułeczek – miękkich, maślanych, oblepionych cynamonem i cytrynowym lukrem. Mój mąż, który nie lubi słodyczy, zjadł PIĘĆ cynamonek z rzędu. To chyba dobry argument, żeby je zrobić, prawda?

Więc najpierw klasycznie, ciasto: 350 g mąki tortowej (przesianej) mieszam z opakowaniem suchych drożdży (7 g) i szczyptą soli. Dodaję cukier z wanilią (50 g), wlewam 150 ml letniego mleka (nie może być wrzące, pamiętajcie), wbijam jajko i mieszam. Na koniec dodaję 50 g rozpuszczonego i przestudzonego masła.  Wyrabiam chwilę, zagniatając dłonią od brzegów do środka, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Trzeba je trochę pomiętosić palcami – będziecie wiedzieli, o co chodzi.

Ciasto przykryjcie ściereczką i odstawcie w ciepłe miejsce, żeby podrosło. W tym czasie przygotujcie miseczkę z brązowym cukrem (50 g) wymieszanym z dwoma łyżeczkami cynamonu i szczyptą soli oraz drugą, z roztopionym masłem (50 g). Nagrzejcie piekarnik na 180 stopni i włączcie termoobieg.

Podrośnięte ciasto przełóżcie na omączony blat i szybko zagniećcie. Rozwałkujcie na placek o grubości ok. 4-5 mm. Posmarujcie go masłem, posypcie równo cynamonem wymieszanym z cukrem i zawińcie w roladę. Pokrójcie na plastry o grubości 3 cm i ułóżcie na blaszce wyłożonej papierem. Zgniećcie bułki dłonią, by miały równą wysokość (spójrzcie na pierwsze zdjęcie od góry).. Włóżcie do pieca i pieczcie piętnaście minut.

Jeszcze ciepłe bułki polukrujcie cytrynowym lukrem, czyli pudrem rozmieszanym z sokiem z cytryny.

Przepisy z internetu mają jeden plus: tu nie mogą skleić się strony, więc nie dojdzie do alpejskich połączeń. Możecie być pewni, że bułeczki, które zrobicie, będą doskonale. A tak zupełnie poważnie, to jeden z najprostszych wypieków drożdżowych na świecie. Cynamonki są szybkie w przygotowaniu, proste i pyszne. Zapraszam do pieczenia i jedzenia!

______

lista składników na ciasto: 350 g mąki tortowej (lub innej pszennej, typ od 450 do 550), 7 g suchych drożdży (standardowe opakowanie), 50 g cukru z wanilią, szczypta soli, 150 ml letniego mleka, jajko, 50 g masła

nadzienie: 50 g masła, 2 łyżeczki cynamonu, szczypta soli

lukier: cukier puder (na oko), sok z jednej cytryny (dolewać na oko)

*

*

*

*

*

(Visited 88 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]