Babeczki dla mamy

Ona. Kobieta, która wstanie przed całą rodziną, żeby przygotować śniadanie. Ta, która obetrze łzy i poda chusteczkę. Ta, która zawsze wie, kiedy kłamiesz. Ta, która podnosiła cię na duchu po każdym trudnym sprawdzianie i po każdej kłótni z pierwszą poważną przyjaciółką. Ta, która zawsze mówi, że jesteś śliczna i mądra, choć sama żyjesz w przekonaniu, że są lepsze i mądrzejsze. Ta, która nauczyła cię piec ciasto cytrynowe i razem z tobą wyjadała ciepły środek z puchatej babki. Ta, która kupowała różowe bluzki i spodnie moro (choć były paskudne), bo tobie się podobały. Ta, która siedziała obok ciebie u dentysty, kiedy wyrywali ci stały ząb. Ta, która szukała cię po całej okolicy, kiedy w podstawówce nie wróciłaś o ustalonej godzinie do domu. Ta, dzięki której w domu pachniało praniem i drożdżowymi rogalikami z powidłami. I ta, która zawsze ma dla ciebie czas.
Mama. Cztery litery, tylko jedno słowo – i tyle znaczeń.

Kiedy byłam mała, a mamusi było smutno, wdrapywałam się jej na kolana i obiecywałam, że jak tylko będę dorosła, to kupię jej złote buciki. Uważałam, że takie pantofelki będą najwspanialszym prezentem na świecie i zrekompensują wszelkie przykrości. Mama uśmiechała się wtedy z rozbawieniem i mocno mnie przytulała, ale nigdy nie ośmieszyła moich dziecięcych pomysłów. Pamiętasz, maminku, te buciki? Chciałam ci je dzisiaj kupić, ale później pomyślałam, że nie będą ci do niczego pasowały. Więc podaruję ci w zamian coś innego – sama zobaczysz. Ale pamiętaj, że wciąż życzę ci złotych bucików, które tak naprawdę są tym, co uważasz za najpiękniejsze i najważniejsze.

Niech Twoja codzienność pachnie drożdżowym ciastem i świeżo zadrukowanymi kartkami książek. Uśmiechaj się tak ślicznie jak dotąd i wciąż rozwijaj swoje wspaniałe pasje. Dziękuję, że jesteś.

***

Potraficie wyobrazić sobie lepszą niespodziankę niż marchewkowe babeczki z kremem pomarańczowym? Mam dla was najlepszy przepis na świecie: ciasto jest miękkie i rozpływa się w ustach, a krem wieńczy całość pomarańczowym posmakiem. Do tego borówka dla dekoracji i voilà!

Na porcję babeczek (ok. 8) potrzeba doprawdy niewielu składników. Nagrzejcie piekarnik (200 stopni, termoobieg) i zetrzyjcie skórkę z dwóch pomarańczy. W misce utrzyjcie jajko z 1/4 szklanki oleju roślinnego, do tego dodajcie tyle samo cukru, niepełną łyżeczkę proszku do pieczenia, niepełną łyżeczkę cynamonu, niepełną szklankę mąki (ok. 3/4), połowę utartej skórki i 2/3 szklanki drobno startej marchewki (ścieram na drobnych oczkach, na najzwyklejszej tarce, i nie odciskam masy). Całość łączymy tylko do połączenia składników, przelewamy do natłuszczonych silikonowych foremek i pieczemy ok. 10 minut, do suchego patyczka.

Kiedy babeczki ostygną, wyjmujemy je z foremek i dekorujemy kremem. Aby uzyskać niebiańską masę, którą chce się wylizywać z miseczki, wystarczy utrzeć 200 g mascarpone z łyżeczką pudru i pozostałą skórką z pomarańczy. Zawsze robię to zwykłą małą trzepaczką. Według uznania można dolać odrobinę soku z pomarańczy, ale niezbyt dużo.

Swoje babeczki udekorowałam borówką, ale nie musicie nic dodawać – zaręczam, że i tak będą wyśmienite. Zwłaszcza, kiedy zaniesiecie je mamie i zjecie razem, wspominając zabawne historie rodzinne i ciesząc się swoją obecnością.

____

składniki na ciasto: jajko, 1/4 szklanki oleju roślinnego, 1/4 szklanki cukru, niepełna łyżeczka proszku do pieczenia, niepełna łyżeczka cynamonu, niepełna szklanka mąki (ok. 3/4), 2/3 szklanki drobno startej marchewki, strata skórka z pomarańczy

składniki na krem: 200 g mascarpone, łyżeczka pudru, starta skórka z pomarańczy

 

 

 

 

(Visited 116 times, 1 visits today)

Jedna myśl na temat “Babeczki dla mamy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]