Rzymski przysmak, czyli sałata Cezar

Macie swoją listę przebojów, która stale gości na waszym stole? Każdy ją ma… Mówię oczywiście o daniach, które są tak pyszne, że regularnie je powtarzamy: o spaghetti, mielonych, schabowych, pomidorowej czy klasycznym makaronie azjat. Sądzę, że każdy ma swoje popisowe szlagiery – ja też!

Od jakiegoś czasu coraz częściej podaję sałatkę Cezar. Bardzo ją lubimy. Jest lekka (tak, coś, co zawiera majonez może być lekkie), a jednocześnie treściwa i konkretna. Do jej przygotowania wystarczy kilka składników – ale nie polecam ich na nic wymieniać ani rezygnować z któregokolwiek z nich. Więc tak: pierwsze szeregi grają tutaj jędrne liście sałaty rzymskiej, które przełamuje kwaskowaty, musztardowy smak kremowego sosu. Do tego tarty parmezan, podsmażony na złocisto indyk, szczypiorek i chrupkie grzanki z domowego pieczywa. Ach, oto murowany przepis na sukces!

Oddzielając dzisiaj liście sałaty na Cezara, przypomniałam sobie sobotni wieczór. Trafiłam na pewien profil na Instagramie, na którym pewna znana kobieta podzieliła się relacją z ostatnich zakupów męża: posłany po awokado i pietruszkę, wrócił z mango i koperkiem. No i się zaczęło: dziewczyny zaczęły komentować i opowiadać swoje historie, a ja skręcałam się ze śmiechu. Pewien chłopiec, który bardzo chciał ulżyć mamie w obowiązkach, poszedł na targ po majeranek. Przy stoisku zażądał cyjanku, a zapytany o danie, które zostanie z tegoż przyrządzone, wyjaśnił spokojnie, że mamusia gotuje dla tatusia bigos (mam nadzieję, że nie skończyło się policją). Anonimowy mężczyzna, nie znalazłszy śmietany 36%, kupił dwa kubeczki gęstej 18% (no cóż, matematycznie wszystko się zgadza). Ktoś koniecznie chciał kupić „jeden koperek”, czyli jedną gałązkę – w końcu po co komu cały pęczek? Standardem jest też mylenie cukinii z ogórkiem (spróbujcie zrobić kiedyś mizerię z tych pierwszych, a przekonacie się, że strasznie blade teraz rosną te ogórki, no i jakieś takie mdłe). A, no i pytanie za sto punktów: Gdzie każdy porządny facet szuka sałaty lodowej? W dziale z mrożonkami!

A co powiecie o różnicy między kapustą włoską a sałatą rzymską? Jedno i to samo, w końcu Rzym leży we Włoszech. Ha! I tu was mam. Bo w sałatce Cezar nie sprawdzi się kapusta, sałata lodowa, masła, rukola, roszponka ani radicchio, a jedynie sałata rzymska. Na dwie porcje koniecznie potrzebne będą dwie spore główki, z gęsto osadzonymi liśćmi. Odrywamy je jeden po drugim, a następnie ładnie układamy w talerzu. Na to wykładamy delikatnie sos (cztery łyżki dobrej jakości majonezu, łyżeczka musztardy – tutaj polecam truflową, ale może być też miodowa albo dijon, do tego trochę soku z cytryny, świeżo zmielone sól i pieprz) oraz większą część startego na świeżo parmezanu albo innego twardego sera (sprawdzi się też np. polski bursztyn, łącznie potrzebujemy ok. 50 gramów, czyli dziesięć płaskich łyżek). W tym momencie odkładamy na chwilę talerze i zabieramy się za indyka. Kroimy go w ładne, centymetrowe kawałki, oprószamy przyprawą do mięsa (uwaga, bez dodatku konserwantów i soli, z samymi ziołami), a także mieloną solą i pieprzem. Podsmażamy na dobrze rozgrzanej oliwie (używamy jej z umiarem, wystarczy tyle, żeby natłuścić powłokę patelni). Smażymy kawałki po około dwie minuty z każdej strony, na średnim ogniu. Możemy sprawdzić jedną kosteczkę – jeśli mięso jest białe w środku, indyk jest gotowy. Na drugiej, suchej patelni robimy w tym czasie grzanki (cztery duże kromki dobrego chleba kroimy w niemałą kostkę). Od razu przekładamy  gotowego indyka na starty ser, na to wykładamy szczypiorek i grzanki. Posypujemy resztą sera i gotowe!

Zróbcie sobie tę sałatkę, nawet jeśli nie bawią was zakupowe żarty. Tylko nie pomylcie kapusty toskańskiej z sałatą mediolańską! Tfu, rzymską! Tfu… No wiecie, o co chodzi. Chyba.

___

lista składników: dwie średnie główki sałaty rzymskiej, duży, pojedynczy filet z indyka (niecała łyżeczka przyprawy do mięsa bez soli i konserwantów), 10 łyżek tartego twardego sera (parmezan, bursztyn), pół pęczka drobnego szczypiorku, 4 spore kromki dobrej jakości chleba

sos: cztery łyżki majonezu (polecam Kielecki), łyżeczka musztardy (polecam truflową), łyżeczka soku z cytryny, świeżo mielona sól i pieprz

 

(Visited 71 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]