Najlepszy piernik świąteczny

Macie czasami tak, że wydaje wam się, że absolutnie znacie tego kogoś, kogo widzicie lub z kim rozmawiacie, ale absolutnie nie możecie sobie przypomnieć, kim jest i jak się nazywa? (Moja odpowiedź: tak). A macie czasem tak, że ktoś was z kimś myli i idzie w zaparte, zdając relację z rzeczy, o których nie możecie nic wiedzieć?
Cóż, moja odpowiedź na drugie pytanie także brzmi „tak”.
Byłam w sklepie i czekałam grzecznie na swoją kolej przy kasie, zastanawiając się, co zrobię z brukselką zalegającą w lodówce. Kiedy myślami kroiłam ją w plastry i smażyłam z czosnkiem, szalotką, imbirem i odrobiną curry, nagle zorientowałam się, że ktoś coś do mnie mówi – zerknęłam dookoła, zastrzygłam uszami i okazało się, że dźwięki artykuuje pani za ladą. Pierwszy szok ustąpił drugiemu: ona mówiła coś o fryzjerze!
– No i wiesz, tak jak ostatnio, nie? Zetnę jak ostatnio. No bo pamiętasz, to była najlepsza fryzura, nie? Co myślisz o blondzie?
Zdębiałam. Poprawić kobiecie humor? Czmychnać stąd szybkuchno? Postawiłam na to drugie.
– Ładnie ci w blondzie – wydukałam.
– No, też mi się tak wydaje. Ale zawsze lepiej spytać, co nie? No dobra, to dla ciebie trzynaście pięćdziesiąt. Kartą?
Zapłaciłam kartą. Pozbierałam się, życzyłam dobrego dnia i poleciałam do drzwi. Ciekawe, z kim pomyliła mnie kasjerka! Nigdy się tego nie dowiem. Tego dnia zaczęłam myśleć o anonimowości i doszłam do wniosku, że nawet jeśli by się chciało, to się nie da. Cóż…
***

Lubicie świąteczny piernik? Ja do niedawna po prostu go tolerowałam – był OK, ale nie stał w moim rankingu zbyt wysoko. Ot, poprawne ciasto – dobre, kiedy ma się ochotę na coś słodkiego, ale bez szału.

No i wyobraźcie sobie, że wczoraj postanowiłam wykorzystać ostatnie suszone daktyle, które poniewierały się w szafce. Namoczyłam je, zblendowałam, dodałam gostyńskie masło, wspaniałą przyprawę bez cukru, jajka… I wyszło genialnie. Przełożyłam piernik powidłami i posmarowałam nutellą (ciiii). Daktylowy piernik jest po prostu OBŁĘDNY. Zróbcie go koniecznie – wymieszanie składników to kwestia kilkunastu minut, do tego godzinne pieczenie i będziecie mieli ciasto, które wszyscy rozszarpią. Mój tester stwierdził całkiem obiektywnie, że piernik jest genialny (i zjadł dwie dokładki).

Więc podaję przepis, albowiem dobrem należy się dzielić.

Odmierzcie w rondelku 200 g suszonych daktyli, dodajcie 200 ml wody, zagotujcie całość i od razu zblendujcie. Wystawcie na balkon do przestudzenia. W osobnej misce utrzyjcie 80 g miękkiego masła z 160 g cukru i 2 dużymi jajkami. Do masy jajecznej dodajcie 160 g mąki pszennej, 2 łyżki przyprawy do piernika (bez cukru), 30 g kakao, odrobinę esencji waniliowej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia i łyżeczkę sody. Całość wymieszajcie z daktylami, przełóżcie do keksówki i pieczcie godzinę w 160 stopniach (termoobieg). Po ostudzeniu ciasto przekrójcie, przełóżcie powidłami (zużyłam połowę słoiczka) i polejcie podgrzaną chwilkę nutellą (dwie łyżki nutelli przełożyłam do małej miseczki, podgrzałam przez chwilę w mikrofali i z łatwością rozprowadziłam na cieście). Piernik od razu można jeść – tylko uważajcie, bo wciąga jak mało które ciasto.

Zróbcie go koniecznie na święta!

_____

lista składników: 200 g suszonych daktyli, 200 ml wody, 80 g miękkiego masła, 160 g cukru, 2 duże jajka, 160 g mąki pszennej, 2 łyżki przyprawy do piernika (bez cukru), 30 g kakao, odrobina esencji waniliowej, 2 łyżeczki proszku do pieczenia i łyżeczka sody

do przełożenia pół słoiczka powideł, na górę polewa z 2 łyżek nutelli

(Visited 124 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]