Burek

Jaką rolę w twoim życiu odgrywa jedzenie?

Pamiętasz smak leniwych pierogów z kwaśną śmietaną i jagodami, które w letnie popołudnie podawała babcia? Czy twoje święta bożonarodzeniowe pachną kapustą z grzybami i korzennymi pierniczkami? Masz ulubione śniadanie, które staje się twoją chwilą przyjemności? Celebrujesz rodzinne posiłki? Gotujesz dla przyjaciół? Pieczesz ciasto marchewkowe bez okazji? Przykładasz wagę do jakości składników?

Cóż, moje odpowiedzi na każde z tych pytań brzmią „tak”. Pasjonuję się kuchnią, przyrządzaniem dań, sprawdzam skład kupowanych produktów, zamawiam śmietanę i warzywa z gospodarstwa rolnego. Czuję różnicę między żółtą wiejską kremówką a sklepową „trzydziestką”. Podobnie jest z mięsem. Raz popełniłam ten błąd i kupiłam wołowinę w markecie – nie zrobię tego NIGDY więcej. Przyrządzałam ją cztery godziny: dusiłam w świetnym winie z mnóstwem warzyw. I wyszła koszmarnie, koszmarnie twarda… Zjedliśmy sos i małe kluseczki, a mnie chciało się płakać (serio).

Do czego zmierzam? Do mojej życiowej filozofii kulinarnej (skoro może być kuchenna fotografia, to dlaczego nie filozofia?). Otóż, moi mili, szkoda czasu na niedobre jedzenie. Niedobre jedzenie jest najgorszym, co się może przytrafić: zabiera radość, zasmuca, szkodzi zdrowiu, odkłada się w boczkach (tylko złe jedzenie się odkłada, really). Postuluję, żeby utworzyć bank zmarnowanych kalorii – każde źle ulokowane wartości energetyczne powinny trafiać do specjalnie wyznaczonej puli. Potem wymieniałoby się je na pyszne pączki, paszteciki z białą kiełbaską albo krewetki z pietruszką i takie tam – i to by była  godziwa rekompensata!

A tak serio – lubię dbać o siebie i ludzi, którzy są dla mnie ważni. Lubię karmić, lubię gotować. Lubię, kiedy w mojej kuchni pachnie długo gotowany gulasz wołowy, kiedy w moim królestwie unosi się aromat czekolady rozpuszczonej ze śmietaną. Lubię, kiedy moi goście chłoną zapachy i mówią „Madzia, co tak pięknie pachnie?!”. Lubię to.

Więc pamiętajcie: szkoda czasu na niedobre jedzenie. Bierzcie moją filozofię kulinarną i szerzcie ją w świat – kupujcie na bazarkach, cieszcie się wiejską śmietaną i brudną marchewką, pozwalajcie dla siebie gotować i kojarzcie ważne życiowe chwile z jedzeniem (ja mogę rzucać przykładami i do niektórych dań będę miała szczególny sentyment, bo wtedy…).

***

Lubię, kiedy jest prosto i pysznie, dlatego dzisiaj zapraszam na burka – to rodzaj nadziewanego placka (tarty) z ciasta filo, z pysznym nadzieniem. To danie jest niezwykle popularne w krajach śródziemnomorskich i arabskich – myślę, że to taki odpowiednik naszych kotletów (żartuję). Lubię ten przepis, bo jest banalny – właśnie dlatego zawsze mam pod ręką opakowanie ciasta filo (tak, kupuję gotowe, tak, wiem, że mogłabym zrobić je sama – po prostu ułatwiam sobie życie i wybieram ciasto z bardzo dobrym składem, a więc mąką, wodą, oliwą, solą). Nagrzewam piekarnik do 200 stopni (termoobieg) i przygotowuję kwadratową blachę wyłożoną papierem.

W misce mieszam 200 g sera typu feta (najlepiej półtłustego), 200 g tłustego twarogu i 200 g kremowego serka typu almette. Całość doprawiam pieprzem cytrynowym (i odrobiną soli, musicie spróbować, żeby masa nie była zbyt słona). Na tym etapie można szaleć: dodać zioła, pokrojone w kosteczkę suszone pomidory, przesmażony na czosnku szpinak itd. Ja lubię „czysty” smak burka, a więc zostaję przy serach (i tu kolejna innowacja, czasami zastępuję serek almette serkiem kozim). To tyle – nadzienie gotowe!

Na blaszce wyłożonej papierem układam pierwszy płat ciasta (brzegi muszą wystawać), smaruję go oliwą z oliwek. Nakładam drugi płat, smaruję, trzeci płat, smaruję, czwarty – smaruję oliwą. Na środek nakładam nadzienie, a brzegi ciasta zakładam na masę serową. Przykrywam kolejnymi warstwami ciasta – każdy płat smaruję oliwą. Na górze również lądują cztery płaty ciasta.

Burek powinien piec się ok. 25 minut (patrzę, czy jest rumiany), ale nie krócej niż 25 minut. Podaję go z lekką sałatką, a resztę zabieram do pracy na lunch. Szkoda, że nie możecie usłyszeć, jak on chrupie podczas krojenia! Uwielbiam moment krojenia ciasta filo. W tym momencie mówię shahiat tayiba – tak wymawia się słowo, które po arabsku znaczy „smacznego”. Niezależnie od tego, czy znacie ten język, życzę wam pysznych burków!

___

opakowanie ciasta filo (8 płatów), pół szklanki oliwy z oliwek do smarowania ciasta, 200 g tłustego twarogu, 200 g serka typu almette, 200 g sera typu feta (półtłustego)

(Visited 114 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]