Sałatka na trzynastego

Czasami zdarzają się takie dni, kiedy opakowanie mąki roztrzaskuje się na środku blatu (na którym schną śliwki na knedle), a worek na śmieci strzela w połowie schodów.
Tak, zdarzyło mi się jedno i drugie – w piątek trzynastego. Zasadniczo NIE WIERZĘ w złośliwą aurę piątków trzynastego, ale tym razem…
Cóż, to nie koniec moich perypetii, które was rozbawią, a mnie wytrąciły z równowagi (dziś oczywiście mocno mnie śmieszą). Więc bardzo interesujące jest na przykład to, że cały dzień było dość ciepło, a kiedy przebrałam się w krótkie spodenki i poszłam do Lidla, zaczęło padać i niebo zasnuło się chmurami (przy kasie stałam między panią w prochowcu a panem w klasycznej pikowanej kurtce w stylu angielskim – w szortach i bluzce w paski czułam się jak idiotka). Chcecie więcej? Proszę bardzo! Rozdeptałam winogrono w alejce z owocami i niemal poślizgnęłam się na stłuczonym jajku. Skąd na środku sklepu wzięło się jajo kurze? Cóż… piątek trzynastego!
Dobrze, że tego dnia zaplanowałam pomidorówkę na musie z pieczonych pomidorów z czosnkiem i bazylią (mus zrobiłam wcześniej i go zamroziłam – jaka wygoda!). Pozostało TYLKO ugotować makaron, ale NIESTETY nie dodałam do niego soli. Mogę też napomknąć, że kluski nie zmieściły się w durszlaku – część spłynęła do czeluści odpływu. Całość, na szczęście, wyszła nienajgorzej, jeśli wziąć pod uwagę, że był piątek trzynastego.
Nie ryzykowałam więcej. Poprosiłam o zrobienie herbaty, chętnie obejrzałam odcinek serialu na Netflixie (witaj, nowe uzależnienie!) i po prostu padłam w objęcia Morfeusza. A co do pechowych trzynastek – naprawdę w nie nie wierzę. W końcu taki piątek to się przez cały tydzień może zdarzyć – byle tak nie było, a przynajmniej nieczęsto. Uważam bowiem, iż nie ma nic gorszego niż worek na śmieci strzelający w połowie schodów.
***
Długo zastanawiałam się, z jakim przepisem połączyć trzynastkę. Gofry, wegańska tarta czy tiramisu? W końcu padło na coś bardzo prostego, co rewelacyjnie sprawdzi się na drugie śniadanie w pracy. Pozostając na fali świeżej kukurydzy, postanowiłam stworzyć wpis z pyszną sałatką, która należy do moich ulubionych. Składniki są banalne: puszka ciecierzycy, świeży koperek, malutka czerwona cebulka, dwa małe świeże ogórki, kolba kukurydzy i oliwa z oliwek. Przygotowanie zaczynamy od ugotowania kukurydzy – wkładam ją do dużego gara, dodaję szczyptę cukru, zalewam całość wrzątkiem i gotuję 10 minut. Odcedzam, chłodzę pod zimną wodą i ścinam ziarna. Ogórki obieram i kroję w kosteczkę, cebulkę drobno szatkuję, dodaję odsączoną ciecierzycę i pokrojony drobno koperek. Dodaję odrobinę oliwy z oliwek , sól i pieprz (do smaku). Gotowe! Pozostaje zapakować do pudełka i spałaszować w pracy – na przerwie o dwunastej wjedzie jak złoto 🙂
___
lista składników: puszka ciecierzycy, świeży koperek (pół pęczka), 2 małe gruntowe ogórki, malutka czerwona cebula, kolba kukurydzy, łyżka oliwy z oliwek, sól, pieprz

 

(Visited 84 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]