Ciasto czekoladowe z musem – bez glutenu

Mało co mnie dziwi, ale jedną z rzeczy, które robią na mnie niesłabnące wrażenie, są błędy językowe.
Zdumiewa mnie kreatywność tych, którzy takowe popełniają. A ostatnio, muszę przyznać, mam wyjątkowe szczęście do fatalnych, acz zabawnych omyłek. Więc idę na przykład do fryzjera (gwoli ścisłości: lecę i mam wiatr we włosach, będąc jak zwykle w niedoczasie) i kątem oka dostrzegam tablicę przy sklepie z firankami. Zapaliła mi się lampka w głowie. Staję, choć wybitnie nie mam na takie przyjemności czasu, i zastanawiam się, czy ktoś był bardzo głodny, że z „zazdrostek” zrobił „zazdroski”. Ale! Gdyby ktoś bardzo chciał nabyć zazdroski lub parę zazdrosek, chętnie podam namiary. Może tak być, że zazdroski „już wyszły” – mi na przykład wyszły. Bokiem.
Tego samego dnia udałam się do drogerii. Chciałam kupić lakier do włosów. Obok lakierów w rzędach stały preparaty podpisane jako „pinki do włosów”. Ha! Moja wyobraźnia szalała jak bałtycki wiatr. Spinki? Pralinki? Bank rozbiła jednak znajoma, która na zdjęcie z rzekomą literówką odpisała, że osobiście nie miałaby nic przeciwko preparatom do włosów od Pinko (dla niewtajemniczonych: Pinko to luksusowa marka odzieżowa „dla ekskluzywnych kobiet”).
To jednak nie koniec moich językowych przygód! Kiedy nabyłam lakier, byłam już lekko zmęczona. Co jest, myślałam, wyszłam z pracy, niech te literówki się już skończą, ileż można! Nie zrobiłam dziesięciu kroków, stanęłam na światłach, a naprzeciwko ujrzałam napis: „WSZY” i pod spodem: „za 5 zł”. Zdębiałam. Co jest? I nagle zdałam sobie sprawę, że pani ze sklepu „WSZYSTKO za 5 zł” otworzyła na oścież drzwi, żeby przewietrzyć lokal. Nie wiedziała, biedna, że na oknie obok drzwi stoi jak byk „WSZY”, a na drzwiach – otwartych, niewidocznych – „STKO”. Bywa.
Wieczorem, leżąc w łóżku, odczytałam wiadomość od chłopaka.
Zdjęcie. Otwieram, a tam plastikowy pojemnik garmażeryjny – i naklejka na górze. Przetarłam oczy, założyłam okulary – a jednak! „POTRAWKA Z KURWY”. Jak byk! I wtedy dostrzegłam podpis drobnym druczkiem „Potrawka z KURczaka WYborowa”.
Westchnęłam. I pomyślałam, że każda litera ma znaczenie, a kiedy się skraca – trzeba uważać, co z tego skracania wyjdzie, bo może być zaskakująco, że ożeż…
***
Co by nie dość było temu mojemu zdziwieniu, w piątek zrobiłam takie ciasto czekoladowe, że… (brak słów). Jest pyszne, miękkie, aksamitnie czekoladowe: spód w stylu brownie, góra w postaci lekkiego musu, a u góry boskie jeżyny. Wszystko widać na zdjęciach: boskość dwóch warstw i tę czekoladową czekoladowość, która odbiera mowę z wrażenia. Wszyscy, który próbowali, brali po kilka dokładek, a podczas konsumpcji milkli i wzdychali głęboko, zdumieni smakiem, który rzeczywiście zachwyca. Powiem więcej! Przepis dała mi koleżanka z pracy, która nie je glutenu i laktozy. Jeśli i wy musicie unikać tych składników, od dzisiaj nie musicie rezygnować z pysznych ciast.
Najpierw rozpuściłam w rondlu 50 g masła (można użyć bez laktozy) i 50 g gorzkiej czekolady. W tym czasie ubiłam pianę z 2 dużych jajek (lub 3 małych), dodając pod koniec 60 g cukru (żółtka zostawiamy w miseczce, przydadzą się za chwilę). Malutką tortownicę (o średnicy 16 cm) wysmarowałam masłem i wysypałam mąką ryżową (jest bezglutenowa). Kiedy czekolada z masłem przestygły, dodałam delikatnie pozostałe po rozbiciu jaj żółtka, ubitą pianę i zamieszałam całość, a następnie przełożyłam do formy i piekłam 25 minut w 180 stopniach (termoobieg). Kiedy spód się piecze, powtarzamy większość czynności. Rozpuszczamy 50 g czekolady z 50 g masła, ubijamy białka (zostawiamy żółtka) z 2 dużych jaj (lub 3 małych), dodając 60 g cukru. Kiedy maślana czekolada się studzi, rozpuszczamy łyżeczkę żelatyny w 80 ml ciepłej wody. Najpierw do masy czekoladowej dodajemy żółtka pozostałe z rozbicia 2 dużych jaj, ubitą pianę, a na koniec (dobrze!) rozpuszczoną żelatynę. Spód po wyjęciu powinien odczekać kilkanaście minut – opadnie i utworzy się wgłębienie na mus. Kiedy ciasto lekko się przestudzi, zalewamy dno masą musową i wstawiamy ciasto do lodówki – na całą noc.
To jedno z najpyszniejszych ciast czekoladowych, jakie jadłam (a jadłam ich sporo!). Wydaje mi się, że zdjęcia oddają nieco tej pyszności. W tym przypadku nie ma mowy o żadnej fatalnej pomyłce, bo próbując czekoladowej rozpusty, wszyscy milkną. I nawet ja, miłośniczka języka, przyznaję z pokorą, że słowa są tu… niepotrzebne. Pozostaje tylko podziękować G. za przepis!
M.
___
lista składników na spód: 50 g gorzkiej czekolady (użyłam klasycznej gorzkiej czekolady Wedel, tak jak podała mi w przepisie G.), 50 g masła (G. używa bez laktozy, ja użyłam zwykłego pełnotłustego masła), 60 g cukru (drobnego, może być trzcinowy), 2 duże jajka (lub 3 małe)
lista składników na mus: 50 g gorzkiej czekolady, 50 g masła, 50 g cukru (drobnego, może być trzcinowy), 2 duże jajka (lub 3 małe), łyżeczka żelatyny, 80 ml ciepłej wody
do podania polecam jeżyny, ale na dobrą sprawę nie potrzeba nic więcej 🙂

(Visited 177 times, 2 visits today)

3 myśli na temat “Ciasto czekoladowe z musem – bez glutenu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]