Makaron z pięciu składników

Czas – jedna z najbardziej ulotnych materii, jaką można sobie wyobrazić.

Jest, choć właściwie go nie ma. Nieuchwytny, prześlizguje się między poranną owsianką, drogą do pracy, obowiązkami, ulubioną książką. Zwykle przecieka przez palce, niepostrzeżenie wymyka się z rąk. Wydłuża się jak balonówka, kiedy czekasz w kolejce u dentysty – i skraca się bez litości, kiedy delektujesz się kremowym ciastkiem z puszystą bitą śmietaną i czarnymi ziarenkami wanilii.

Czas nie ma litości, nie oszczędza nikogo. Najpierw nie pozwala spać w nocy, każe drżeć z ekscytacji w oczekiwaniu na coś, co ma nastąpić. A potem daje pstryczka w nos – było, minęło. Przeleciało. Chwila, która minęła, przypomina spuszczane z balonu powietrze – zostaje pustka.

I jakoś trzeba sobie z nią poradzić. Ciężko ją wypełnić, więc wymyślasz następne coś, na co można czekać – spotkanie z przyjaciółką, wakacje, zakup białego robota planetarnego (!). Schemat zawsze jest ten sam.

Jest wiele rzeczy, na które można czekać.

W poniedziałek zaczynasz odliczanie dni, które dzielą cię od piątku. W sobotę, zamiast delektować się wolnością, wymyślasz sobie zajęcia. W niedzielę jesteś zmęczony i zasmucony perspektywą poniedziałkowego poranku.

Mam propozycję – dla siebie, ciebie i ciebie. I ciebie też.

Zwolnij. Szanuj czas, bo przed nim nie uciekniesz, nie cofniesz go w żaden sposób. Młode dziewczyny chcą wyglądać jak dojrzałe kobiety, a dojrzałe kobiety zazdroszczą tym pierwszym gładkiej cery. Zawsze chcemy rzeczy, których nie mamy, więc włączamy tryb „czekam”.

Jest wiele rzeczy, na które nie doczekasz się nigdy – dlatego zacznij szanować to, co masz.

Celebruj chwile.

Ciesz się smakiem owsianki, w drodze do pracy podnieś do góry głowę i zachwyć się błękitem nieba. Nie czekaj na weekend, zrób sobie wolne po pracy – skieruj się w przeciwną stronę, znajdź przytulną kawiarnię i zaszyj się w kąciku z kawą i sensownym magazynem. Kiedy jesz ciastko, nie myśl, że niedługo się skończy – delektuj się jego smakiem.

Jeszcze wiele ciastek przed sobą! Nie rozpatruj życia w kategoriach straty, nie smuć się z powodu końców, ale ciesz się początkami. Zawsze.

***

Jeśli o początki chodzi, to dobrym pomysłem na początek soboty jest zaplanowanie dobrego obiadu. Idealnie sprawdzi się kremowy makaron w sosie z sera lazur, z dodatkiem chrupiącego jarmużu i włoskich orzechów. To wyborne danie brzmi jak propozycja z najlepszej restauracji, tymczasem z moją pomocą można je powtórzyć w domowym zaciszu.

Teraz wszystkich zaskoczę – do jego wykonania wystarczy pięć składników! Uwaga, powtarzam – pięć składników (soli i pieprzu nie liczę).

Więc tak – w osolonym wrzątku gotujemy dobrej jakości makaron (polecam świeży z Lidla). W większym rondlu rozpuszczamy pokrojony w kostkę ser (100 g), dolewając po kropli mleka w miarę rozpuszczania (łącznie wystarczą ok. cztery łyżki). Uzyskamy kremowy sos, który należy lekko posolić i popieprzyć. Na osobnej patelni podsmażamy na chrupko porwany na strzępy jarmuż (zawsze obrywam liście od twardych nerwów, przesuwając po nich palcami). Polecam wrzucić go na rozpuszczone masło klarowane czy odrobinę oliwy. Solimy go i pieprzymy.

I to tyle – tak, całość zajmie jakieś dwadzieścia minut. Makaron odcedzamy, wrzucamy do rondla i mieszamy z kremowym sosem. Dodajemy chrupki jarmuż i lekko przerzucamy całość. Dekorujemy orzechami. I zajadamy!

***

Jesteś panem swojego życia. Tylko od ciebie zależą początki, które ci się przydarzą – zadbaj o to, by były smaczne. I przeżyj je dobrze – z pełną świadomością i bez żalu.

Z buziakami,

M.

___

lista składników: 250 g makaronu z Lidla, 100 g sera Lazur, 4 łyżki mleka, dwie garście jarmużu, orzechu włoskie

(Visited 98 times, 1 visits today)

2 myśli na temat “Makaron z pięciu składników”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]