Placki serowe z 4 składników

Jestem – oto słowo, które każdy z nas powinien zapamiętać na wieczne czasy, zamieścić nad drzwiami, biurkiem albo zapisać drukowanymi literami w ulubionym notesie.

Jestem to początek i koniec. Jestem – tymi sześcioma literami określamy się każdego dnia. Wciąż od nowa opisujemy siebie i swój stan ducha, nazywamy pełnione w życiu rodzinnym i społecznym funkcje, zdradzamy najbardziej tajne tajniki duszy… Od jestem zależy większość rozmów. To jestem mówi innym o nas – używając jestem, stajemy się jacyś.

Jestem szczęśliwa, jestem młoda, jestem pełna życia, jestem wielbicielką kawy ze spienionym mlekiem, jestem wierną czytelniczką Cabré. Ale może być też zdecydowanie mniej fajnie. Jestem zła, jestem smutna, jestem niezadowolona, bo nie wyszło mi ciasto, jestem przemoczona do suchej nitki, bo znowu nie wzięłam parasola. Jestem.

Jestem kobietą, a raczej dziewczyną, która szuka siebie i próbuje złapać życie za rogi. Jestem miłośniczką słów. Jestem tym i tym, jestem osobą, która nieprzypadkowo podejmuje decyzje. Jestem kimś, dla kogo liczą się pasje, a praca jest przyjemnością. Jestem siostrą, córką, przyjaciółką, którą najbliżsi otaczają miłością. Jestem szczęściarą, która znalazła bratnią duszę. Jestem – to jedno z moich ulubionych słów. Używając go, sami się dookreślamy i opisujemy.

Powinniśmy się nazywać każdego dnia – używając najpiękniejszych słów. Bo wszyscy jesteśmy kimś najważniejszym, a cała ludzkość jest zbiorem indywidualności jaśniejących swoim blaskiem. Jesteśmy dla innych i dla siebie, jesteśmy czyimiś początkami i końcami, a przede wszystkim jesteśmy nieprzypadkowo. I właśnie tacy, jacy jesteśmy, jesteśmy najpiękniejsi. I jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to dodam, że od czasu do czasu bywamy nieznośni. Ale to, moi drodzy, zdarza się najlepszym.

***

Kochani, najlepsi muszą dobrze jeść, żeby ich brzuszki mruczały z zachwytu! Osobiście uwielbiam celebrować poranki. Bardzo! Gdyby ktoś poprosił, żebym wybrała ulubiony posiłek w ciągu dnia, padłoby na śniadanie. I cóż, jestem beznadziejnie przewidywalna – na śniadanie zawsze jem owsiankę. Ale w tym tygodniu zrobiłam wyjątek – poczyniłam przepyszne placuszki z czterech składników, które spożyłam w okolicach środy. Zachwyciły mnie od pierwszego kęsa i do tego stopnia, że powtórzyłam je dzisiaj. Były tak dobre, że ani przez chwilę nie żałowałam, że zrezygnowałam z tradycji!

Do ich zrobienia nie potrzeba wiele. Użyłam półtłustego twarogu w kliniku (250 g, wybrałam ser z Mlekowity). Zgniotłam go widelcem z dwoma łyżkami pudru, dodałam dwa żółtka i dwie czubate łyżki mąki, wymieszałam. W tym czasie ubiłam pianę z dwóch białek i delikatnie połączyłam wszystkie składniki. Placuszki smażyłam na mocno rozgrzanym oleju, nakładając małe porcje. Kontrolujcie płomień, żeby nie przypalić śniadania! Moje placki smażyły się mniej więcej po dwie minuty z każdej strony, ale ten czas musicie ustalić indywidualnie.

Podaję je obficie popudrzone, z sosem jogurtowym (wymieszałam mały jogurt naturalny z pudrem – do smaku) oraz gruszką pokrojoną w plastry. Na ładnym talerzu, bo najpierw jemy oczami. Jestem tego pewna.

Te czteroskładnikowe placki wyglądają rewelacyjnie i smakują obłędnie – gdyby mogły mówić, powiedziałyby – jesteśmy pyszne! I te słowa niech będą najlepszą rekomendacją!

____

lista składników (porcja na dwie osoby): 250 g sera w klinku (półtłusty twaróg z Mlekowity), 2 jajka, 2 czubate łyżki mąki pszennej, 2 łyżki cukru pudru (plus odrobina pudru do posypania na koniec)

ewentualnie sos jogurtowy (140 g jogurtu naturalnego z Bakomy + płaska łyżka cukru pudru) i gruszka do podania

 

 

 

(Visited 140 times, 1 visits today)

9 myśli na temat “Placki serowe z 4 składników”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]