Sernikowe szaleństewko

Nie znam osoby, która nie lubi sernika.

Znam za to gagatków, którzy nie jadają tegoż z rodzynkami – i takich, którzy jeśli już, to tylko z dodatkiem miękkich, brązowych bakalii.

To bardzo popularny podział. Wiele razy pytając kogoś, czy lubi sernik, słyszałam „tak, ale z rodzynkami” albo „tak, ale bez rodzynków”. Nigdy nie padło „nienawidzę sernika, bleee”. Wnioski są oczywiste – sernik lubią wszyscy. Bardzo mnie to cieszy i raduje, tym bardziej, że każdy cukiernik doskonale wie, że sposobów pieczenia tego wybornego ciasta jest mnóstwo, by nie rzec – kilkaset. Przyznam, że na myśl o wszystkich pomysłach, których jeszcze nie zdążyłam wypróbować, czuję jakże przyjemny dreszcz ekscytacji.

Jeśli chodzi o moje wersje – bo mam niejedną – nie dodaję do ciasta bakalii, bo wolę je podjadać samodzielnie. Sernik też lubię jeść w wersji sauté, choć oczywiście bawię się smakami, które w zadziwiający sposób łączą się w mojej głowie. Tym razem – usiądźcie wygodnie – dolałam do sera kokosowy likier Malibu, całość sponiewierałam kakao i warstwą kwaśnej śmietany. To po prostu musiało być dobre – no i było. Dowód? Blaszka zniknęła w dwadzieścia cztery godziny – uwaga, powtarzam – cały sernik został zjedzony w tysiąc czterysta czterdzieści minut. Uważam to za swój osobisty sukces!

***

Wstęp o sernikach miał Was, kochani moi, nieco rozruszać. Tytułem rozwinięcia postanowiłam pograć trochę na Waszych emocjach – wyobraźcie sobie, że sekretarzem pewnej znanej poetki został kiedyś pan, który oprócz doskonałego wykształcenia i znakomitych referencji podczas rozmowy kwalifikacyjnej zasłynął tym, iż przeciął nożyczkami kabel od dzwoniącego uporczywie telefonu. Poetka była zachwycona, a nowy sekretarz okazał się człekiem wielce zdolnym – z pasją układał limeryki, więc dwójka językoznawców wiodła życie nader przyjemne literacko i towarzysko.

Spytacie, po co o tym wspominam i cóż to wobec sernika. Odpowiem Wam, że po to, żebyście nigdy nie wahali się robić szalonych rzeczy, bo może to przynieść nader obiecujące efekty. Czujecie, że trzeba coś dodać do sernika? Dodajcie, choćby to były utopione w czekoladzie rodzynki. Chcecie zrobić coś szalonego w towarzystwie? Zróbcie! Jestem przekonana, że każdy z nas wielokrotnie miał ochotę zrobić coś wbrew konwenansom, ale coś go powstrzymało. Jest tylko jedna zasada – zawsze łamcie reguły ze smakiem i pamiętajcie, że granica tego, co wypada, jest tam, gdzie przebiega granica wolności drugiego człowieka.

***

Wracając do sernika, postanowiłam zdradzić Wam najtajniejsze sekrety produkcji tegoż dzieła. Nazwałam go „delikatnym sernikiem Malibu z czekoladowym spodem i klajdrą śmietany”. Brzmi rozkoszne lekko i smacznie (mam nadzieję). Właśnie taki jest ten arcysernik – pyszny, kleisty, subtelny i sycący. Nie spodziewajcie się nadmiernej puszystości i sufletowości – to prawdziwy sernik z prawdziwego sera. Wyborny.

Dwie rzeczy tytułem kolejnego wstępu. Przygotowanie składników i ich wymieszanie trwa dwadzieścia minut i jest proste jak budowa cepa. Jedyne, do czego trzeba się przyłożyć, to pieczenie i zmiana temperatury na poszczególnych etapach. Spieszę z tłumaczeniami!

Nagrzejcie piekarnik do 200°C (góra-dół, bez termoobiegu). Rozpuście w ulubionym rondlu 75 g masła, a do większej miski wsypcie 100 g mąki pszennej i 30 g kakao, a także 60 g cukru. Suche składniki zalejcie masłem i wyróbcie sprawnie ciasto, które będzie przypominało kruszonkę. Wylepcie nią wyłożoną papierem standardową tortownicę i podpieczcie ok. 10 minut w nagrzanym piekarniku.

W tym czasie zróbcie masę sernikową. Do dużej miski przełóżcie trzy opakowania twarogu Delikatnego marki President (koniecznie, absolutnie koniecznie wybierzcie ten twaróg – ma świetny skład i można go kupić w opakowaniach po 350 g). Jeśli użyjecie serka zamiast prawdziwego sera, nie biorę odpowiedzialności za to, co Wam wyjdzie. Twaróg, który Wam polecam, jest już zmielony, więc wcale nie będziecie mieli więcej roboty. No, to tyle!

Dodajcie 250 g cukru, 40 g mąki pszennej, 2 jajka (w całości) i szczyptę soli. Wymieszajcie dużą trzepaczką. Na koniec do masy dolejcie 80 ml likieru Malibu, a także 200 ml kwaśnej śmietany (gęstej). Całość ponownie wymieszajcie.

W mniejszej misce roztrzepcie dodatkowo 400 ml kwaśnej śmietany z 40 g cukru pudru i szczyptą soli, oprócz tego przygotujcie ok. trzy łyżki kakao.

Spód wyjmijcie po 10 minutach i lekko go przestudźcie (parę minut), a także podnieście temperaturę do 220°C. Na najniższy poziom piekarnika włóżcie blachę i napełnijcie ją gorącą wodą (serniczek będzie piekł się w kąpieli). Wylejcie masę sernikową na ciasto i pieczcie 10 minut, po czym kolejne 30 minut, ale w niższej temperaturze (150°C). To właściwie półmetek – po tym czasie sernik lekko przestudźcie, delikatnie oprószcie kakao i jeszcze delikatniej wylejcie na nie kwaśną śmietanę wymieszaną z pudrem. Zapieczcie w tej samej temperaturze jeszcze z 10 minut.

Sernik – to bardzo ważne – musi spędzić noc w lodówce. Jeśli go nie schłodzicie, po przekrojeniu rozleje się na wszystkie strony. Jeśli poczekacie, doznacie olśnienia smakowego i zobaczycie wszystkie warstwy tego cudeńka.

Kochani, to wcale nie jest skomplikowane ani czasochłonne. Serdecznie polecam Wam ten przepis – tak, jak polecam Wam robić czasami drobne szaleństewka. Życie musi być pełne barw!

M.

____

lista składników na ciasto: 75 g masła, 60 g cukru, 100 g mąki pszennej, 30 g kakao

lista składników na masę serową: 3 opakowania twarogu Delikatnego z Piątnicy (po 350 g), 250 g cukru, 40 g mąki pszennej, 2 jajka, 200 ml kwaśnej śmietany (gęste), 80 ml likieru kokosowego Malibu, szczypta soli

dodatkowo kakao w proszku

lista składników na klajdrę: 400 ml kwaśnej śmietany (gęstej), 40 g cukru pudru, szczypta soli

(Visited 181 times, 1 visits today)

17 myśli na temat “Sernikowe szaleństewko”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]