Ciasteczka o wielkich możliwościach

Ziarna kawy rozsypały się szybko i efektownie, cichutko odbijając się od drewnianej podłogi.

Nie byłam nawet specjalnie zdziwiona – jestem znana ze swojej niespożytej energii, którą bardowie będą opiewać w pieśniach. Mama dostawała obłędu, kiedy stawiając pierwsze kulinarne kroki wyciągałam połowę kuchennego wyposażenia, a furkot robota i trzaski drzwiczek od szafek oraz wesołe pokrzykiwania było słychać gdzieś na parterze.

Teraz mieszkam sama i rozpasałam się jak owce na hali – niczym nie ograniczam swojej energii, co niestety ma swoje negatywne skutki. Tym razem próbowałam zrobić trzy rzeczy jednocześnie – otworzyć puszkę, podlać kwiatki i uruchomić łokciem guzik młynka – więc kawa się zbuntowała.

Leżała spokojnie na pięknych deskach, a mnie chciało się płakać. Wiecie, jak to jest, prawda? Kiedy nie ma czasu, wszystko idzie jak po grudzie. Na przejściu jest czerwone światło, ekspres do kawy nie działa, autobus przyjeżdża zbyt wcześnie i odjeżdża Ci sprzed nosa, a dopijana w pośpiechu herbata ląduje na białej koszuli.

Cóż było począć?

Podczas sprzątania – zupełnie nie wiem, dlaczego – pomyślałam o dżdżownicy. I zanim powiecie coś dziwnego i parskniecie śmiechem, weźcie pod uwagę, że uwielbiam skróty myślowe. „Dżdżownica” to dla mnie jedna z najważniejszych życiowych metafor, która przypomina mi, że mogę wszystko. Spytacie, jak to możliwe? Otóż od paru lat chodzi za mną pewna historia ze Świata Zofii, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

Byłam dziewczynką, kiedy przeczytałam ją po raz pierwszy, a potem ubarwiłam z lekka i podkoloryzowałam. Była sobie kiedyś stonoga – jak to stonoga, miała sto nóg. Żyła sobie spokojnie i wdzięcznie, ciesząc się tym, co ma. Miała natomiast bardzo bujną wyobraźnię i lubiła fantazjować, wymyślając historie. Tak upłynęło sporo czasu, aż pojawił się ktoś, kto towarzyszył naszej stonodze podczas mycia nóg. I wtedy po raz pierwszy dżdżownica przekonała się, że nóg ma dokładnie sto. To był przełomowy moment w jej historii – od tego czasu zaczęła liczyć nogi co wieczór, wiecznie myląc się w obliczeniach. Po paru dniach była sfrustrowana, a parę tygodni później większość czasu spędzała już na liczeniu, zaczynając co chwilę od początku.

I tak już bywa, kiedy opory rozumu zabiją fantazję.

Kiedy kończyłam zbierać ziarna kawy, miałam już doskonały humor. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że fantazja jest moją największą siłą i darem, który mogę przekazywać innym. Nie dam jej w sobie stłamsić – choć postaram się zapanować nad energią! Pamiętajcie, kochani – marzcie o wielkich rzeczach i nigdy nie dajcie się sprowadzić do parteru. Bierzcie z życia całymi garściami i nie jedźcie pączków z ajerkoniakiem, kiedy przepadacie za powidłami.

***

A co powiecie na finezyjne, wyborne ciasteczka owsiane z kawałkami mlecznej czekolady? To jeden z moich niezawodnych i sprawdzonych przepisów, który wykorzystuję w sytuacjach awaryjnych – kiedy mają przyjść goście (tak od razu) albo chcę zrobić komuś miłą niespodziankę w postaci pudła wypchanego kruchymi czekoladowymi skarbami. Ciacha mają wielu amatorów, a o przepis prosi mnie każdy, kto ich spróbuje. Serio!

Zmielcie w rozdrabniaczu 200 g płatków owianych górskich. Do miski wsypcie pył, dodajcie kolejne 100 g płatków (w całości) oraz 230 g przesianej mąki pszennej. Dodajcie do tego szczyptę soli i łyżeczkę proszku do pieczenia – to część „sucha” ciasteczek. W drugiej misce utrzyjcie 230 g tłustego masła, dodajcie 250 g cukru i 2 roztrzepane jajka. Kiedy masa będzie w miarę jednolita, dodajcie suche składniki i na koniec posiekaną w kostkę tabliczkę mlecznej czekolady (chyba, że będziecie mieli fantazję na coś innego, np. rodzynki). Całość wyrabiajcie krótko – składniki szybko się połączą. Masa jest lepka, ale bez trudu można ją formować w małe kuleczki.

Ułóżcie je ślicznie na blaszce wyłożonej papierem – z tych proporcji mogą wyjść nawet trzy blachy ciastek. Układajcie je w miarowych odstępach, a następnie włóżcie do piekarnika nagrzanego do 150°C (termoobieg) i pieczcie 10 minut, po czym (!) dopieczcie przez 6 minut w 200°C.

Po wyjęciu ciacha będą rozkosznie miękkie, ale potem stwardnieją. Są pyszne, czekoladowe i delikatne – pachną obłędnie i zniewalają zmysły. A Wy dajcie się zniewolić i pamiętajcie, żeby w niczym nie ograniczać swojej wyobraźni – bo jesteście stworzeni do wielkich rzeczy.

Owsiano-czekoladowe buziaki,

M.

____

lista składników: 300 p płatków owsianych górskich, 230 g mąki pszennej, łyżeczka proszku do pieczenia, odrobina soli, 230 g masła, 250 g cukru, 2 jajka, tabliczka mlecznej czekolady

(Visited 144 times, 1 visits today)

4 myśli na temat “Ciasteczka o wielkich możliwościach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]