Miej odwagę żyć

dla ludzi, których kocham

____

Obudziłam się rano.

Wcześnie. Dzień wstawał za oknem, a ja miałam być świadkiem tego cudu. Wstałam, wdziałam luźny sweter i poczłapałam oglądać spektakl, który dział się za moim ekspresem do kawy. Niebo zmieniało kolor, a do sklepu po drugiej stronie ulicy przywieźli bułki. Okropne dmuchańce, które po czterech godzinach stają się twarde jak skała i wprost idealnie nadają się do wybijania szyb.

Kiedy świat nabierał barw, form i kształtów, a więc budził się do życia, mocne espresso sączyło się do mojej nowej filiżaneczki wielkości piąstki (ludzie mają różne słabości, ja nałogowo kupuję kubeczki, miseczki, talerzyki, filiżanki i tak od początku).  Ostatnia kropla spadła niepostrzeżenie, westchnęłam nad pięknem stworzenia i przypomniałam sobie przeczytane wieczorem słowa.

Prolog.

Mam taki zwyczaj, że przed zaśnięciem przeglądam jakieś szpargały, notatki, spisane w telefonie cytaty, wspominki. Poprzedniego dnia przeglądałam teksty, które zapisałam w pewnym refleksyjnym okresie życia. Postępuj tak, jakby przez cały czas patrzył na Ciebie ktoś, kto Cię kocha, szanuje i jest z Ciebie dumny.

Epilog.

Bardzo wzrusza mnie to zdanie, serio. Nie wierzę już w patetyczne gesty i słówka wydmuszki, ale tych kilka wyrazów nakreślonych piórem Małgorzaty Musierowicz za każdym razem razi mnie do głębi, wywołując lawinę myśli. Mam to szczęście, że zawsze trafiam na dobrych ludzi, najlepszych. I czytając takie teksty myślę właśnie o nich – że są, że kochają, że szanują i są dumni i właśnie dlatego ja – mały, zagubiony człowiek – powinnam żyć dobrze, powinnam mieć odwagę żyć.

Więc wiecie, co zrobiłam?

Upiekłam rogaliki. Domowe, puszyste rogaliki ze wstrętną, ale pyszną nutellą. Myślałam o ludziach, którzy tego dnia byli daleko i jeszcze dalej, których na chwilę los rzucił parę lub paręset kilometrów ode mnie. W mojej głowie byli Ci, którzy dostrzegli we mnie wartość, zanim ja zdałam sobie z niej sprawę. Pomyślałam, że będą ze mnie dumni.

Przesiałam pół kilograma mąki, posoliłam ją i zrobiłam dołek. Do ukochanego emaliowanego dzbanka we wzory łowickie wlałam 300 ml mleka i lekko je podgrzałam. Rozkruszyłam drożdże, zasypałam je cukrem z laską wanilii (na oko 60-80 gramów) i zalałam mlekiem (uważajcie, nie może być zbyt gorące). Na to wlałam trochę spirytusu i masła, które rozpuściłam w rondlu od mleka (100 g).

Ciasto wyrastało, a ja wypiłam drugą kawę, tym razem z mleczną czapą. Wierzcie lub nie, ale czułam przy sobie moich najukochańszych krewnych i znajomych Bułek – kochani, było Was tak wielu, że zaczęłam się obawiać, czy starczy nam rogalików…

A potem wyłożyłam ciasto na posypany mąką blat, sprawnie zagniotłam, lekko podsypując, i podzieliłam na cztery równe części. Każdą po kolei wałkowałam w okrąg i dzieliłam na trójkąty jak pizzę (z jednej części ciasta powinno wyjść 12 rogalików). Kładłam czubatą łyżeczkę nutelli na szerszy koniec trójkąta i zawijałam boki, a potem zwijałam i układałam na blaszce łączeniem do dołu.

No i upiekłam – 12 minut w 180°C (termoobieg).  Popudrowałam, włożyłam na śliczny krakowski talerzyk z Bolesławca i poczułam, jak robi mi się błogo na duszy.

I jak tu nie wierzyć w magię jedzenia…

Kochani, miejcie odwagę żyć. Być blisko, nawet jeśli jesteście daleko. Żyć tak, żeby nigdy niczego nie żałować, żeby widzieć błysk w oczach bliskich. Miejcie odwagę ryzykować i piec najlepsze na świecie puszyste rogaliki z nutellą. Pamiętajcie, że żyjemy tylko raz i po prostu szkoda czasu na myślenie konwenansami.  Jeśli żyć, to tu i teraz. Dla siebie. Przez nich, dla nich i z nimi. Że coś nie wypada…? Gwiżdżę na to!

Więc wiecie, co macie zrobić…?

____

lista składników: 500 g mąki pszennej, 300 ml mleka, 40 g drożdży, szczypta soli, 60-80 g cukru z wanilią, 100 g masła, łyżka wódki

nutella do nadziania, cukier puder

 

(Visited 158 times, 2 visits today)

8 myśli na temat “Miej odwagę żyć”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]