Sernik nad serniki

Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy po prostu musi odłożyć wszystko i zrobić sobie dobrze.

I wtedy ma parę opcji do wyboru. Coś słodkiego, coś słodkiego, coś słodkiego no i ewentualnie coś słodkiego – tak więc, jak widać, wybór jest doprawdy szeroki. Ja, proszę sobie wyobrazić, zdecydowałam się na coś słodkiego i chyżo pognałam w stronę szafy, by przyoblec się w ulubiony sweter i dżinsy (taki mamy klimat, czyli niech żyje wiosna na minusie). Miałam ochotę na sernik, zresztą sernik chodził za mną nie bez powodu, w końcu zbliżają się święta, a Wielkanoc bez sernika to żadna Wielkanoc. Poszłam na Śródkę, przemknęłam Mostem Jordana i już siedziałam w ciepełku, delektując oko i podniebienie kremową konsystencją sernika z mleczkiem kokosowym. Jedliście kiedyś sernik z mlekiem kokosowym? Jeśli nie, to wiecie, co powinniście zrobić.

Już dawno postanowiłam, że w końcu odtworzę ten niebiański smak (sernika) i powtórzę go w domowych pieleszach (sernik), żeby i inni mogli się nim nacieszyć (sernikiem). A jeśli tego sernika macie już trochę przesyt (przynajmniej, jeśli o słowo „sernik” idzie), to muszę Was zmartwić – to będzie najbardziej sernikowy felieton pod słońcem. Dojadając sernik, miałam już w głowie wizję mojego tegorocznego wypieku, ale upewniłam się w tym i owym, zaglądając do Lubię, czyli najlepszej książki kulinarnej, jaką kiedykolwiek przeglądałam (i nie nadużywam tu absolutnie żadnego słowa). Na koniec zabrałam się za przeglądanie prasy – bo jak człowiek siedzący w literkach chce odpocząć, to sięga po inne literki – i dowiedziałam się na ten przykład, że śledzie pierdzą, a jak pierdzą, to się porozumiewają. Tak mnie to zaintrygowało, że zanim się spostrzegłam, dojadłam sernik i czas najwyższy było wracać, bo wieczorem biegłam poskakać na trampolinach i nie ma zmiłuj.

Nieco później, wlokąc się noga za nogą (to już po trampolinach, na których dałam z siebie wszystko…) znowu zmierzałam w stronę domu i poczułam wewnętrzną gotowość, by odtworzyć przepis La Ruiny i zachwycić znajomych, którzy przybywają tłumnie w me skromne progi, spragnieni kawy, cukru i wszelakiego jadła. Więc zabrałam się ze serniczek… Cudny, kremowy, delikatny sernik, od którego powiększają się z zachwytu oczy, a usta same mruczą rozkoszne „mrrrrr”. Kiedy go spróbujecie, nic nie będzie takie, jak było przedtem. To ciasto nie ma nic wspólnego z kruszącym się, wysuszonym na wiór sernikowym trepiskiem. To nie jest sernikopodobny twór o konsystencji gąbki… To ideał. Sernikowy ideał, co to się go bierze w ciemno i je, je, je…

Więc przedstawienie z sernikiem w roli głównej zaczęłam od spodu. Nagrzałam piekarnik na 200°C (góra i dół – bez termoobiegu!). Rozpuściłam 70 g masła, dodałam do tego 130 g mąki pszennej, 60 g drobnego cukru do wypieków i nieco soli morskiej. Wymieszałam i otrzymałam coś na kształt kruszonki, którą starannie rozklepałam na wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Podpiekałam spodzik  przez dziesięć minut, czyli do lekkiego zrumienienia.

W międzyczasie przełożyłam twaróg z Piątnicy do miski. I tu uwaga – polecam Wam ser z wiaderka, w składzie znalazłam tylko twaróg i śmietankę, a odchodzi cały cyrk z kręceniem sera. Nie oszukujmy się, to robota głupiego, a ja głupia nie jestem, choć wylałam sobie na nogę śmietanę – zdarza się! A wracając do sera, lekko roztrzepałam go rózgą, dodałam 40 g mąki pszennej, odrobinę soli, 240 g drobnego cukru do wypieków i trzy jajka (wbijałam je jedno po drugim, ciągle mieszając). Na koniec dodałam 150 ml kwaśnej śmietany, sok i skórkę z jednej cytryny – polecam Wam wlać śmietanę do miski, a nie na nogę, wówczas nie będziecie musieli lecieć do osiedlowego sklepiku, a to pozwoli Wam zaoszczędzić na czasie. Ja musiałam zapłacić za swoją niespożytą energię, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz…

A teraz dygresja – niebiańskość tego sernika bierze się z wyjątkowej metody pieczenia. Jak widzicie, samo mieszanie trwa piętnaście minut – nie trzeba nic zagniatać, ubijać ani trząść się nad każdym składnikiem. Jedyne, na czym trzeba się skupić, to temperatura i czas pieczenia, bo sernik piecze się kilka razy, ale od początku.

 

Spód był w piekarniku dziesięć minut. Kiedy go wyjmiecie, podnieście temperaturę do 220°C i wciąż zostańcie przy nagrzewaniu góra-dół (pożegnajcie się z termoobiegiem, przynajmniej na ten moment). Weźcie prostokątną, wysoką blaszkę, nalejcie do niej ciepłej wody i wstawcie na dno piekarnika – w ten sposób zapewnicie sernikowi kąpiel, a on odpłaci Wam się rozkoszną kremowością i delikatnością. Kiedy masa serowa będzie gotowa, przelejcie ją na przestudzony lekko spód, wstawcie do piekarnika i pieczcie przez 10 minut. Po tym czasie zmniejszcie temperaturę do 150°C i pieczcie przez 30 minut. Wyjmijcie ostrożnie ciasto i postawcie w chłodne miejsce do lekkiego przestudzenia, ale nie wyłączajcie piekarnika, bo to nie koniec kulinarnych poczynań. Teraz dam Wam parę złotych rad – sernik nie urośnie i nie będzie rumiany. Ma być jasny, gładki jak stół, z dopieczonymi bokami i raczej miękkim środkiem. Nie martwcie się, wszystko będzie lepiej niż dobrze!

To już praktycznie koniec – sernik się studzi, piekarnik pracuje, a my mieszamy 400 ml kwaśnej śmietany z odrobiną soli i 40 g cukru pudru. Wylewamy go na podpieczone ciasto i dopiekamy jeszcze przez 10 minut. Po tym czasie ciasto wyjmujemy i odkładamy do ostygnięcia, nie krójcie go pod żadnym pozorem, bo będzie dramat. Sernik musi się chłodzić przez całą noc w lodówce – rano będzie jak marzenie!

Sernik to podstawa mojego pożywienia, zwłaszcza w święta. To wyjątkowe „coś słodkiego”, od którego zamruczą Wasze brzuszki. Gwarantuję Wam, że mogliście próbować tryliarda serniczków u cioci na imieninach, ale takiego sernika jeszcze nie jedliście – jest inny, jest rewelacyjny, jest bezkonkurencyjny. Dajcie się uwieść Ruinie, kwaśnej śmietanie i najbardziej sernikowemu sernikowi na świecie. No i trochę mnie, swoją drogą…

A kiedy Wy będziecie się uwodzić, ja już świątecznie życzę Wam, żeby życie sernikiem Wam płynęło, bo wtedy jakoś raźniej wieść tę egzystencję – to w końcu ciasto z najlepszym indeksem glikemicznym, a indeks glikemiczny jest tak frapujący, jak pierdzące śledzie, czyli bardzo. A więc – wszystkiego sernikowego! Buziaki!

_____

lista składników na spód: 130 g mąki pszennej, 60 g drobnego cukru do wypieków, 70 g masła, szczypta soli

lista składników na masę serową: kilogram twarogu z Piątnicy (czerwone wiaderko!), 240 g drobnego cukru do wypieków, 40 g mąki pszennej, szczypta soli, 3 jajka od szczęśliwych kurek (szczęście przechodzi na sernik, sprawdziłam), 150 ml kwaśnej śmietany, sok i skórka z cytryny

lista składników na klajdrę ze śmietany: 400 ml kwaśnej śmietany, 40 g cukru pudru, szczypta soli

(Visited 443 times, 1 visits today)

8 myśli na temat “Sernik nad serniki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]