Bezbłędne rogaliki z budyniem

Nie lubię, jak mnie ktoś poprawia.

I nie chodzi wcale o język, bo jakimś cudnym zbiegiem okoliczności o języku wiem trochę więcej niż dużo, ale o doświadczenie życiowe (powinnaś to zrobić tak i tak, bo…), o wiedzę na każdy temat, o styl ubierania (weź się zmiłuj, naprawdę podoba ci się ten kolor?), no i o jedzenie oczywiście (dodałaś do tego musztardę? Szaleństwo!). Ale jak już ktoś odważny się trafi, zwykle przypłaca drobną poprawkę delikatnym rozstrojem nerwowym, bo patrzę na niego tak, że odechciewa mu się żyć (podobno). To znaczy patrzę tak, że temu komuś odechciewa się żyć, ale jak to mówią, nie ma zmiłuj, karawana jedzie dalej, więc moi przyjaciele po prostu mnie nie poprawiają, a mama jest poza kategorią.

Więc tak to wygląda z tymi poprawkami, ale coś Wam powiem, a nawet napiszę – znalazł się śmiałek, całkiem jak w bajkach z królewną zamkniętą w wieży. Śmiałek nazywa się autokorekta i siedzi w moim telefonie, kpiąc mi w żywe oczy za każdym razem, gdy próbuję wysłać wiadomość zawierającą słowo, którego delikwent w swej głupocie nie zna.

To bywa śmieszne, a zarazem niezwykle denerwujące. Bo ja chcę napisać, żeby A. okryła się kocykiem, więc piszę, wysyłam i sączę herbę. A po chwili zerkam na wyświetlacz i przecieram oczy ze zdumienia, bo autokorekta poprawiła „kocyk” na coś zgoła innego i w efekcie Ania ma się okryć nie kocykiem, a „prawnikiem”. Czemu nie? Idąc w to dalej, według delikwenta nie jem „jaglanki”, tylko „maślankę”, a zamiast „bułeczek” pojawiają się „szklaneczki”, a miast jednego z najwdzięczniejszych przekleństw posłałam komuś w napadzie furii „Litwę” (nie domyślajcie się). Mama natomiast ma tak wredny telefon, że z „wporzo” zrobił „w łodzi” – kiedy przeczytałam, że zdjęcie ciasteczek jest w łodzi, z lekka się zdziwiłam.

Śmieszkujemy sobie z mamą z tej biednej autokorekty, bo bywa zabawna, ale wyobraźcie sobie, że pewnemu panu X (to prawdziwa historia) zdarzyła się doprawdy przykra rzecz. Położył się zmordowany bidulek do łóżka z nowym telefonem, bo wywieźli go na koniec Polski na jakąś mniej lub bardziej ważną konferencję. Pan X postanowił wysłać żonie wiadomość, że leży pod kołderką”, po czym padł. Rano okazało się, że autokorekta bezczelnie wiedziała lepiej, pod czym się położył, bo żona dostała SMS, którego dostać nie powinna. Za „leżę pod kelnerką” gęsto musiał się tłumaczyć…

Biorąc pod uwagę niedoszłe tragedie w tym stylu, nie ma się co dziwić, że nie lubię, jak mnie ktoś poprawia. Dziś napisałam mamie, że robię rogaliki z budyniem i –cud! – autokorekta znała wszystkie słowa, co chyba świadczy o tym, że rogaliki są dobre. Sądzę, że absolutnie koniecznie musicie je popełnić – są mięciutkie, delikatne i maślane. Nie oszukujmy się – te cudowności z kremowym budyniem naprawdę robią dobrze!

Zaczynam od środka, który mama nazywa nadziewką. Gotuję budyń waniliowy na gęsto, czyli na jedno opakowanie zużywam około 300 ml mleka. Kiedy on sobie stygnie, przesiewam 300 g mąki, dodaję trochę soli, wkruszam 25 g drożdży, zasypuję je 4 łyżkami cukru (40 g) i zalewam 120 ml ciepłego mleka (pół szklanki). Rozpuszczam w rondlu 50 g masła, dodaję je do pozostałych składników i wyrabiam elastyczne ciasto, które chwilkę powinno podrosnąć.

Kiedy tak się stanie, dzielę je na dwie części i każdą starannie wałkuję na jajowaty kształt. Kroję w poprzek (jak pizzę) trójkąty, nakładam po łyżeczce budyniu i zwijam od strony szerokiej krawędzi do końca, nadając bułeczce kształt rogala. Układam na blaszcze wyłożonej papierem do pieczenia, smaruję roztrzepanym jajkiem i piekę 12 minut w 180ºC (termoobieg).

Świetnie smakują posypane pudrem. I ze szklanką mleka. Są tak pyszne, że nawet autokorekta nie wymięka – ona po porostu wie, że moje rogaliki drożdżowe z budyniem są po prostu bezbłędne… dosłownie i w przenośni!

M.

PS Wedle życzenia możecie nadziać rogaliki owocami – jabłkami prażonymi z cynamonem (polecam), wiśniami, jagodami czy śliwkami, świetnie nada się nutella (pozdrawiam brata), twaróg utarty z cukrem czy inne cuda na kiju. Jak będzie się na to zapatrywała autokorekta co prawda nie wiem, ale wiem za to, że w każdym wydaniu rogaliki będą bezbłędnie boskie!

______

lista składników na budyń: opakowanie budyniu waniliowego, 2 łyżki cukru, 300 ml mleka

lista składników na ciasto: 300 g mąki, 25 g drożdży, 40 g cukru, 120 ml mleka, 50 g masła, szczypta soli

puder do posypania

(Visited 291 times, 1 visits today)

4 myśli na temat “Bezbłędne rogaliki z budyniem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]