Pachnący ciastem dom

Tak mi się mocno wydaje, że wyczerpałam w tym tygodniu limit śmiesznostek.

Zaczęło się od tego, że złamałam plastikową szpatułkę, to wiecie. Paradoks polega na tym, że złamałam ją, kiedy mieszałam owsiankę. Ponieważ całe życie pędzę nader energiczną egzystencję, siła nacisku mojej ręki na biedną szpatułkę musiała być dużo za duża… Najpierw rozległ się donośny trzask, potem moja ręka z gracją wylądowała w rondlu, zawartość tegoż rozbryzgła się na cztery świata strony, zaś dół rzeczonej szpatułki poleciał na podłogę. A to, co na łopatce było, doleciało wszędzie, nawet na okno (kto u mnie był, przyzna, że to niezwykle interesujące, jakim cudem makowa owsianka doleciała aż tam). Skutki zajścia były widoczne gołym okiem – obraz nędzy i rozpaczy na podłodze, kuchence, na stole, oknie… I na mnie. Przez dwa dni zdrapywałam resztki śniadania z dziwnych miejsc, uwzględniając moje osobiste włosy i duży palec od nogi.

Przy okazji oparzyłam się w trzech miejscach i wyglądam obecnie jak ofiara przemocy domowej – spoko, nawet polubiłam moje kuchenne blizny. Pokazuję je z dumą w towarzystwie i tłumaczę, że jedna od blachy z kawałkami pieczonych ziemniaczków, że druga od gorących ciasteczek (tylko rude blondynki łapiąc ciasteczka, dotykają czubkiem palca nagrzanej kraty), a trzecia, skądinąd największa, od gambasów. Nie wiecie, co to gambasy? Luuuzik, ja też nie wiedziałam przez dwadzieścia cztery lata – to hiszpańskie krewetki, które podaje się z czosnkiem i białym winem. Pracowałam kiedyś jako kelnerka i nauczyłam się wówczas mnóstwa pożytecznych rzeczy, a przede wszystkim tego, że nie dotyka się gołą ręką nagrzanego żeliwnego naczynia. Z tym moim kelnerowaniem to się w ogóle wiążą ciekawe historie, ale ja tak sobie myślę, że po prostu przyciągam śmiesznostki jak magnes.

Chodzę więc od tygodnia z ręką jak po ostrym kłuciu, oparzenie zmienia kolor na rdzawy, ale to nie koniec rewelacji. Wspomnę jeszcze o zbitej na drobny mak antyramie – jam to uczyniła, myjąc kuchenne okno. Zawiał wiatr, chwyciłam się nieumiejętnie klamki, a że okno było otwarte, razem z całym okiennym akcesorium poleciałam w stronę ściany. Cóż, mogłam tylko z rezygnacją zachwiać się na krześle i obserwować imponujący lot szklanej ramki na ziemię. Odłamki będę prawdopodobnie zbierać do Bożego Narodzenia, ale zniosę to z godnością. Później przyszedł czas na rozsypany cukier, ponieważ nie mam w zwyczaju otwierać opakowań, ja je rozrywam – no i rozerwałam. Na wylot. Kto rozsypał kiedykolwiek kilogramowe opakowanie cukru, zna ten ból. Później przelałam rozmaryn i prawie wysadziłam dekielek od spieniacza do mleka, bo zamiast pilnować dzbanuszka, postanowiłam szanować swój czas i poszłam rozwiesić pranie.

Mam wrażenie, że moje śmiesznostki nigdy się nie kończą. I kiedy z oznakowaną ręką i doświadczonym na wiele sposobów samojestestwem zmierzałam pod koniec tygodnia na pociąg, przyszło mi usiąść w tramwaju koło starszej pani i jej córki. I tak żeśmy sobie siedziały w trójkę na tej ławeczce i sunęłyśmy dostojnie na Zachodni, aż pani starsza zaczęła grzebać w kieszeni, wyciągnęła kartę aglomeracji miejskiej, podała i rzekła do pani młodszej:

– Czym, córcia. Czym, bo ja zapomnę.

I kiedy powstrzymywałam napad wesołości, pomyślałam sobie, że „czym” trochę się mnie potrzyma… Bo kiedy panie „czymają” zamiast „trzymać”, mój biedny językoznawczy umysł chwyta się takich kwiatków… i trzyma… i czyma… i nie puszcza.

A Wy, drodzy, czymajcie dziś rękę na pulsie i zadbajcie o swój komfort. Jak wiadomo, jedną z najskuteczniejszych metod czynienia życia komfortowym jest pieczenie ciasta i spożywanie go w domowych warunkach. Na tydzień śmiesznostek idealnie nada się ciasto drożdżowe na kefirze z musem malinowym i maślaną kruszonką – jest doskonałe, cudownie maślane, rozkosznie miękkie, pulchne i pachnące skórką z cytryny.

Coś Wam powiem – przerobiłam ciasta drożdżowe na wszystkie sposoby. Chałki, bułki, buchty, pączki, rogaliki, chleby, placuszki, placki, drożdżówki… Nie rzucam Wam mimochodem przepisów od niechcenia, ale podaję proporcje, nad którymi długo pracowałam, dobierając składniki i obserwując, jak dodatek kefiru czyni drożdżówę delikatną i puszystą, a skórka z cytryny przywołuje wspomnienia tłustoczwartkowych pączków. Zaufajcie mi, że naprawdę warto wybrać kefir, tłuste masło, aromat prawdziwej cytryny i cukier z ziarenkami wanilii. Czymajcie się wiary w dobre składniki, a moc w kuchni nigdy Was nie opuści!

Co do czymania, to ja najpierw czymam mąkę i przesiewam ją – dokładnie trzysta gramów. Solę, robię dołek, wkruszam 25 g świeżych drożdży, zasypuję trzema łyżkami cukru (30 g) i zalewam odrobiną ciepłego mleka (30 ml). Kiedy drożdże zaczynają pracować, dolewam letni kefir (150 ml) i ścieram skórkę z cytryny, dodaję łyżkę cukru z wanilią i na koniec 40 g rozpuszczonego w rondelku masła, Wyrabiam energicznie ciasto i kiedy ono sobie grzecznie rośnie pod ściereczką, ja zabieram się za kruszonkę.

Z kruszonką, nie oszukujmy się, bardzo się lubimy. Tu nie ma miejsca na śmiesznostki, to poważny, długoletni związek. Rozumiemy się bez słów – ja uwielbiam ją za całokształt i palcami przekazuję jej miłość do jedzenia, a ona odwdzięcza mi się maślanym posmakiem mięciutkich, delikatnie delikatnych okruszków. Przesiewam 100 g mąki, dodaję szczyptę soli, 50 g zwykłego cukru i 65 g masła. Całość wyrabiam opuszkami palców (nie używajcie całych dłoni, bo okruchy wyjdą twarde, że oko wykol). A kiedy małe kawałeczki masła pokryją się mąką i cukrem, kładę te cudeńka na chwilę do lodówki, żeby poczekały na stosowny moment.

Zostaje mus malinowy – wystarczy wyjąć maliny z zamrażarki (a w sezonie, naturalnie, sięgnąć po świeże owoce) i zasypać je pudrem. Odrobiną.

Piekarnik nagrzewam zawsze na 180°C (termoobieg). Małą tortownicę wykładam papierem do pieczenia, rozklepuję na niej ciasto, nakładam mus i posypuję całość okruchami. Piekę jakieś 25 minut, a potem jem ciepłą drożdżówę i piję zimne mleko. I czymam się myśli, że tam jest dobrze, gdzie jest dom, a dom jest tam, gdzie pachnie ciastem.

M.

______

lista składników na ciasto: 300 g mąki, 25 g drożdży, 30 g cukru, łyżka cukru z wanilią, 30 ml ciepłego mleka, 150 ml kefiru, skórka z jednej cytryny, 40 g stopionego masła, szczypta soli

lista składników na kruszonkę: 100 g mąki, 50 g cukru, 65 g masła, szczypta soli

oprócz tego: maliny, puder

(Visited 156 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak zostałam babą...

Kiedy byłam mała, wujek mówił do mnie „madlajn”, a ja powtarzałam z oślim uporem, że nigdy nie będę gotować, bo to dobre dla bab. Teraz jestem już dorosła i choć w myślach lubię nazywać się po wujkowemu, stałam się babą swojego dzieciństwa – nie wyobrażam sobie siebie bez smaków. [...]